[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Powiedział, że przychodzi w sprawie pułapki na myszy. Poproszę go, dobrze? Niech się
z nim pani sama rozmówi.
Serce Dinah zatrzepotało tak nerwowo, że przez moment nie mogła oddychać.
 Proś  powiedziała.  Proś.
Chwilę pózniej zobaczyła Mitcha. Stał w otwartych na ogród drzwiach jadalni, w jasnym
ubraniu i rozpiętej pod szyją koszuli. Wydawało się jej, że ma ciemniejszą karnację, niż
zapamiętała, i jeszcze ciemniejsze włosy. Ale oczy... zielone, elektryzujące ją oczy, były na
pewno te same. To one patrzyły na nią co noc z głębi niespokojnych snów.
Nie padło między nimi nawet jedno słowo powitania. Dinah stała bez ruchu, przykładając
rękę do żabotu bluzki. Patrzyli na siebie, aż wreszcie Mitch postąpił do przodu, ale zaraz się
zatrzymał i podniósł głowę, jakby rzucał jej wyzwanie. Poczuła szybkie pulsowanie krwi.
 A więc  odezwał się swoim charakterystycznym drwiącym tonem  nie wyszłaś za
niego. Dopiero co się dowiedziałem. Wieści z Connecticut do Naslwille nie przenoszą się z
prędkością światła, ale w końcu jednak dochodzą.
 Ożenił się z kimś innym  powiedziała cicho, umykając wzrokiem.
 Zawsze mówiłem, że to frajer.
 Nieważne. Nie pasowaliśmy do siebie. Przez moment panowała cisza.
 Szkoda, że w Nashville jeszcze o tym nie wiedziałaś.
 Wiedziałam.  Dinah z trudem opanowała drżenie głosu.
 Ale po prostu nie interesował cię pewien zdolny człowiek.
 Nie rozumiem...  Czuła, że ogarnia ją bezrozumne uniesienie i słabość, która tak często
opanowywała ją w obecności Mitcha.
 Zdolny człowiek. To znaczy ja  dopowiedział z wymuszonym uśmiechem.  Ja cię nie
zainteresowałem. Nie winię cię za to i przepraszam. Pomyliłem się. Myślałem, że czujesz to
samo, co ja i chciałem być za szybki.
 Nie masz za co przepraszać  odpowiedziała zmieszana.
 Usiądz, proszę. Zrobić ci drinka? Opowiedz mi, co słychać. Właśnie przyszedł list od
Roscoe. Pisze, że przeczytał książkę. To coś nadzwyczajnego. I że Vonda wyszła za mąż.
Zapomniał dodać, za kogo... Za ciebie?
Mitch nawet się nie poruszył.
 Vonda i ja?  powiedział, nie spuszczając z niej oczu.
 Chyba żartujesz, Dinah. Nie bzdurz. Proszę cię jedynie o odpowiedz. No więc, co
będzie?
 Z czym?
Podszedł i położył jej ręce na ramionach.
 Nie z czym, a z kim. Z nami. Nie nosisz już tego przeklętego pierścionka.
Odwróciła twarz, lecz nie znalazła w sobie siły, żeby się i odsunąć.
 Nosiłam go tylko przez grzeczność  przyznała.  Obiecałam Dennisowi, że z
zerwaniem zaręczyn poczekam aż do spotkania w cztery oczy. Byłam lojalna, a on mnie
oszukał.
 Nie o to cię pytałem.  Delikatnie ujął jej twarz, zmuszając, żeby popatrzyła mu w oczy.
 Pytam o nas. Wyłącznie o nas dwoje.
 Wydawało mi się zawsze, że...  głos jej zadrżał  że nie ma żadnych  nas dwojga . %7łe,
owszem, kobiety są ci potrzebne, aleja akurat najmniej.
 Mylisz się  powiedział poważnie.  Pragnę tylko ciebie, Dinah. Nie byłem
przygotowany na miłość, ale stało się. Zrozumiałem, że nigdy i nikogo nie potrzebowałem tak
jak ciebie. Dlatego tu jestem.
Spojrzała na niego przez łzy.
 Tylu się nasłuchałam plotek... O tobie i Vondzie... Przyciągnął ją bliżej.
 Vondę i mnie łączą interesy. To prawda, jesteśmy również przyjaciółmi. Szukała we
mnie wsparcia po swoim ostatnim załamaniu nerwowym i teraz, przed zawarciem drugiego
małżeństwa. Pomogłem jej trochę i to wszystko.
 Nie miałam o niczym pojęcia. Słyszałam jedynie, że szykuje się do ślubu z tobą, bo
chce mieć dzieci.
 Bzdura. Widzisz, w Nashville trzeba czasami umieć manipulować plotką, żeby osłonić
prawdę. Vonda potrzebowała spokoju i dlatego, kiedy zamieszkała u mnie, umówiliśmy się,
że będę występował w charakterze starającego się o jej względy. Pozwoliliśmy krążyć tej
plotce. Nie odsłoniłem przed tobą prawdy, ponieważ miałem wrażenie, że cię nie obchodzę.
 Myślałam, że spotykasz się jeszcze z kimś innym. Kiedy Vonda została w Nowym
Jorku, wychodziłeś z domu na całe noce...
 Tylko mi nie mów, że byłaś o mnie zazdrosna.  Uśmiechnął się, burząc jej włosy.  To
by znaczyło, że mogę mieć nadzieję. Pocałuj mnie, Dinah, pocałuj mnie, bo inaczej...
zapożądam się na śmierć.
Jego wargi były czułe, a zarazem niecierpliwe. Przygarnął ją mocno.
 Kocham cię  szepnął między pocałunkami.  Kocham w tobie wszystko. Musisz i ty
nauczyć się mnie kochać. Nawet jeśli na to nie zasługuję.
 Nie muszę się tego uczyć.  Przytuliła się do niego i zarzuciła mu ręce na szyję. 
Umiem to! Umiałam zawsze, nawet wtedy, kiedy nie wiedziałam jeszcze, kim i czym jesteś.
Jesteś moją miłością.
Mitch delikatnie odsunął ją od siebie.
 Niewiele o mnie wiesz. Nie wszystko będzie ci się podobało, a twojej rodzinie tym
bardziej. Nie powiedziałem ci jeszcze o tylu sprawach... Pochodzimy z zupełnie różnych
środowisk, Dinah. Twoja rodzina cieszy się od pokoleń dużym prestiżem. Moja wciąż walczy
o zwykły ludzki szacunek.
 Nie sądzę, by to, co czuję, miało jakikolwiek związek z naszymi rodzinami czy nawet z
szacunkiem  powiedziała, wtulając policzek w jego szyję.
Pogładził ją po włosach.
 Usiądzmy lepiej. To, co chcę ci powiedzieć, nie jest ani proste, ani przyjemne...
Słyszałaś kiedyś o wytwórni płytowej, która nazywała się  Gemstone ?
 Nie. Chyba nie.
 No właśnie.  Uśmiechnął się smutno.  Założył ją mój ojciec, czterdzieści lat temu. A
dwadzieścia lat pózniej ją zniszczył. Korupcja, długi, nie zapłacone podatki. Był to jeden z
największych skandali w przemyśle fonograficznym. Ojciec zrujnował nie tylko siebie, ale i
parę setek innych ludzi. Został aresztowany i zmarł w więzieniu... Moja matka, dużo od niego
młodsza, była obiecującą śpiewaczką. Wyrosła w nędzy i chociaż małżeństwo ze starszym
mężczyzną nie było szczęśliwe, sądziła, że da jej przynajmniej jakąś pozycję. Myliła się,
niestety. Nagle wszystko runęło. Miałem wtedy jedenaście lat, Bobby dziewięć. Kiedy ojciec
znalazł się w więzieniu, mama wystąpiła o rozwód i ponownie wyszła za mąż za bardzo
zamożnego człowieka. Ten ktoś nazywał się Alvin Carey i zgodził się zaadoptować nas obu.
Nigdy w życiu, ani na minutę, nie dał nam zapomnieć, jaką łaskę nam wyświadczył i jakim
utracjuszem i oszustem był nasz rodzony ojciec. Po tych straszliwych przeżyciach matka,
oczywiście, nie życzyła sobie, żebyśmy mieli cokolwiek wspólnego z nagraniami. Zdarzyło
się jednak coś niespodziewanego. Ojciec mój, nim jeszcze się to wszystko stało, zainwestował
w małą, nikomu nie znaną wytwórnię i kupił ją na nazwisko matki. Chciała ją sprzedać, ale
ojczym, człowiek niegłupi, nie pozwolił jej na to. Miał rację. Wytwórnia stała się początkiem
naszej pózniejszej  Mekki , która przyniosła zyski, o których matka nawet nie marzyła.
Kiedy ojczym zmarł na zawał, okazało się, że potrzebny jest ktoś, kto potrafi zarządzać
przedsiębiorstwem. A ja studiowałem właśnie zarządzanie w Berkeley.  Mitch roześmiał się
ironicznie.  Pokpiwałem sobie z twojego narzeczonego, bo byłem kiedyś dokładnie kimś
takim jak on, tyle że liczenie zysków bardzo szybko przestało mi wystarczać. Chciałem [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • typografia.opx.pl