[ Pobierz całość w formacie PDF ]

bliżej Orzysza się znajdowaliśmy, tym łatwiej wierzyła, że uczestniczymy w czymś, co można
bez przesady nazwać przygodą detektywistyczną.
Ulicą Wojska Polskiego przeszliśmy krótki odcinek łączący dworzec PKS z rynkiem
przy kanale. Smutno tu było, prowincjonalnie i nieco sennie, choć wyniośle, bo Orzysz leżał
na wzniesieniu. Czułem w nozdrzach zapach starych domów, rzeki i leszczyny. Nazwa
 Orzysz pochodzi od staropruskiego  orys , czyli  powietrze , i było coś w tutejszym
powietrzu świeżego i zarazem smutnego. Ponoć dawniej miasto otaczało tak dużo leszczyny,
że właśnie od nich miasto wzięło swoją nazwę. W XVI wieku pojawiła się nazwa Orzyszcze,
więc może naprawdę nie chodziło o  powietrze ?
To tutaj, przy ulicach Wojska Polskiego i Ełckiej przetrwała zabudowa z XIX i XX
wieków - kamieniczki z secesyjnymi dekoracjami, inne, przypominające pensjonaty, też
drewniane chałupy; znajdują się tu także dwa ciekawe kościoły. Większość tych zabytkowych
domów była jednak silnie podniszczona. Niektóre przykuwały uwagę odnowioną elewacją w
kolorze białym i czerwonymi dachami.
- Generalnie zachował się w Orzyszu układ urbanistyczny z XV-XVIII wieku -
rzekłem, gdy szliśmy ulicą Ełcką. - Nie wiem, czy wiesz, ale w tym mieście zmarł sam Michał
Kajka...
- Poważnie? - zatrzymała się z wrażenia. - Ten Kajka?
- Tak, ten sam. Znasz jego wiersze?
- No tak... - podrapała się po głowie. - Znaczy się piosenki. To mówisz, że Kajka
zmarł? A jeszcze niedawno widziałam z nim wywiad w telewizji...
- Zaraz - teraz ja osłupiałem z wrażenia. - O jakim ty Kajce mówisz, do licha?!
- O tym z zespołu  Full Okazja - wyjaśniła. - A co? Nie znasz ich przeboju  Blisko
do pubu Paradisco ? Albo:  Pluszowy misio ,  Nieśmiały macho i wiele innych. Kajka
śpiewał i grał na gitarze... ale umarł, powiadasz? Niesamowite!
- Danka! - krzyknąłem. - Wygłupiasz się czy co? Michał Kajka to był największy
mazurski poeta. Zmarł w 1940 roku.
- Poważnie?
Zdenerwowany ruszyłem przed siebie i w poczuciu zagrożenia cywilizacji zespołami
typu  Full Okazja albo  Browar Czad Kommando , zacząłem odgrywać rolę miejscowego
przewodnika, w której to roli pomagało mi posiadane wykształcenie w dziedzinie historii
sztuki.
- Tam jest kościół ewangelicki, obecnie rzymsko-katolicki - mówiłem na jednym
wdechu, pokazując palcem przed siebie - pierwotnie gotycki, murowany, z 1530 roku,
restaurowany w 1832 roku i...
- Paweł! - krzyknęła Danka. - Ty tak zawsze zanudzasz dziewczyny?
Wzięła mnie pod rękę i uśmiechnęła się słodko.
- Daj se spokój, chłopaku. Wrzuć luz. Nie rób mi wstydu.
Westchnąłem ciężko. Opadły mi ręce. Skapitulowałem. Ale ruszyliśmy wzdłuż
zabytkowych kamienic, za którymi stał rząd nieładnych bloków mieszkalnych. Antykwariat
mieścił się na końcu rynku przed kościołem, więc nic dziwnego, że znalezliśmy go szybko.
Jak tylko ujrzeliśmy portal prowadzący do kamieniczki, nad którym widniał szyld:
 Antykwariat: Ziółkowski , natychmiast złapałem Dankę za łokieć i nieco brutalnie
wepchnąłem w boczną uliczkę.
- Aj! - syknęła z bólu. - Co robisz?
- Widziałem renault - szepnąłem podekscytowany. - Adwokata Robakiewicza.
Rozumiesz?
- Tego z tawerny w Nowych Gutach?
- Otóż to.
Wyjrzałem zza rogu zniszczonej kamienicy i objąłem wzrokiem całą ulicę. Po jej
drugiej stronie płynął kanał łączący jezioro Orzysz z rzeką Orzysza, za nim szła mała uliczka,
za którą rozciągał się wspaniały widok na dzikie i romantyczne łąki. Gdzieś tam, hen daleko
na południowym wschodzie, aż po wieś Gaudynki, leżał słynny poligon wojskowy, ale w tej
chwili patrzyłem w prawo na zaparkowany przed sklepem samochód.
 Robakiewicz znalazł się tutaj nieprzypadkowo - pomyślałem.  Coś go łączy z
Muszkieterami? Jakim cudem Antoś, Portoś i Wulgaris zainteresowali się tym antykwariatem,
do którego przychodzi adwokat?
Właśnie! Czy był to tylko zbieg okoliczności? Muszkieterowie zaznaczyli na mapie
ten właśnie antykwariat. Prawdopodobnie już tu byli i może nawet sprzedali starą księgę, Ale
co robił tutaj Robakiewicz?
Gdy lepiej się przyjrzałem uliczce biegnącej wzdłuż kanału, stwierdziłem, że nie
byliśmy jedynymi osobnikami obserwującymi antykwariat Ziółkowskiego i renault adwokata.
W głębi tej uliczki stał zaparkowany w rzędzie kilku innych aut polonez Bażanta.
- Czy ja śnię? - wyszeptałem wpatrując się w poloneza.
- Co mówisz? - dopytywał się Danka, która stała za mną.
- Mamy tutaj małe spotkanie przyjaciół.
Czekaliśmy. Opowiedziałem Dance, jaką mamy sytuację.
- Na co czekamy? - zapytała.
- Na tak zwany rozwój wypadków.
- To tak wygląda praca detektywa? [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • typografia.opx.pl