[ Pobierz całość w formacie PDF ]

przeszkodą - stwierdziła zalotnie mrużąc oko.
- Następnym razem - zapewniałem ją wstając.
Ta kobieta była zbyt silną pokusą i musiałem od niej jak najszybciej się uwolnić, bo
instynkt podpowiadał mi, że to co się dzieje wokół mnie jest wielką mistyfikacją, grą.
Margerita podniosła się i poprosiła, żebym otrzepał piasek, który przykleił się jej z tyłu
do stroju kąpielowego. Potem założyła spodnie i bluzę i pomaszerowaliśmy do hotelu.
Było chłodno, więc wciąż miała na sobie moją marynarkę. Wokół nas ciemność
rozświetlały pojedyncze latarnie. Milczeliśmy.
Kiedy patrzyłem z boku na Margeritę, widziałem, że lekko uśmiechała się, jakby
bawiły ją jej własne myśli. Mimo tego pogodnego nastroju, w jej oczach dostrzegałem
błyski jak u drapieżnika, który w napięciu czeka w zasadzce na swoją zdobycz.
Na schodach hotelu Margerita zarzuciła mi ręce na szyję. Zbliżyła swoje usta do
moich, ale ja delikatnie odsunąłem się.
- Czemu? - rzuciła głosem pełnym wyrzutu, odwróciła się i wbiegła do hotelu.
Widziałem jej cień na oknach klatki schodowej, kiedy wchodziła na górę. W pokoju
zapaliło się światło. Przypomniało mi się, że w marynarce były moje dokumenty i
kluczyki do motocykla. Poprosiłem recepcjonistkę, żeby telefonicznie uprzedziła
Margeritę, że idę po ubranie i wszedłem po schodach. Wykorzystałem tę okazję do
tego, by lepiej przyjrzeć się hotelowemu wnętrzu. Zapukałem do drzwi pokoju
Margerity. Otworzyła i przez szparę wysunęła do mnie marynarkę. W tle słyszałem
coś, co brzmiało jak szloch. Chciałem coś powiedzieć, ale Margerita zamknęła mi
drzwi przed nosem.
Wziąłem kask, wsiadłem na motor i odjechałem do domu pana Klemensa.
Wjeżdżając na podwórze zauważyłem, że gospodarz siedzi na werandzie, pali cygaro
i czyta gazetę przy lampie stojącej na stole. Zerknąłem na zegarek. Zbliżała się północ.
- Warto było? - pan Klemens uśmiechnął się.
- Nie dla mnie ten kanarek - odpowiedziałem.
- Tak ja też sobie myślałem - rybak pokiwał głową. - Teraz idz spać, bo rano czeka
cię robota.
Posłusznie poszedłem do pokoju i szybko ułożyłem się do snu. Zwitało, kiedy
poczułem, jak ktoś szarpie mnie za ramię. Myślałem, że to pan Klemens, ale nad moim
łóżkiem stał Rafał.
- Co się stało? - zdziwiłem się. Potem przypomniałem sobie przygodę z osiłkami z
audi. - Chodzi o Kacpra? - domyśliłem się.
- Ty wiesz, gdzie on jest? - Rafał zapytał z nadzieją w głosie. Powiedziałem mu, co
widziałem wieczorem, a Rafał wyjaśnił mi, że w nocy przyszedł do niego Tomek.
Mówił o ucieczce Kacpra, że chłopak prosił, by koledzy nic nie mówili Rafałowi, bo
do północy wróci. Nie wrócił.
103
- Powiadomiłem policję, trudno, jego zniknięcie zaszkodzi mi, ale tego chłopaka
trzeba odszukać - powiedział przyjaciel.
- Niech sprawdzą kierowcę audi - zaproponowałem kończąc ubieranie się. - Trzeba
też przeszukać pola i łąki. Pójdę porozmawiać z panem Klemensem, żeby mnie zwolnił
z dzisiejszych obowiązków.
- Nie rób sobie problemów - powiedział Rafał.
Mimo jego protestów, bez problemów załatwiłem u rybaka zwolnienie z pracy.
Obiecałem wrócić o dziewiątej po owoce, które miałem odwiezć do sklepów. Pan
Klemens miał pilnować dziewcząt od Rafała kierowanych przez Magdę. Miały spędzić
cały dzień, bo kończył się okres zbierania czereśni. Chwyciłem kromkę chleba i
kawałek kiełbasy, wypiłem kubek herbaty i pobiegłem do garażu po Horcha. Kiedy
wyjeżdżałem, pan Klemens dał mi dużą lornetkę, jakiej używają ornitolodzy, i oddał
mi mój telefon komórkowy.
Najpierw z Rafałem pojechaliśmy na miejsce, gdzie stało audi. Wokół nie było ani
śladu szamotaniny, pościgu. Wydaje się, że po prostu Kacper uciekł i albo się zgubił,
albo wciąż ukrywał się gdzieś wśród pól. Rafał wręczył mi współczesną mapę Wyspy
Sobieszewskiej i podzieliliśmy się terenem, jaki mieliśmy sprawdzić. Podjechał do nas
radiowóz z komendantem posterunku w Sobieszewie. Był młody, ale wyglądał i na
dobrego człowieka, i rzetelnego stróża prawa.
- Witam, panie Rafale! - wysiadł i otarł pot z czoła. - Ale zrobiła się afera. Ludzie
dzwonią i pytają, czemu radiowozy stoją przy moście i na śluzie w Przegalinie, po co
policyjna motorówka pływa po Zmiałej Wiśle i czemu policjanci już są przy
przeprawie promowej w Zwibnie.
- Wie pan, jak ważny jest ten chłopak?
- Wiem - policjant pokiwał głową. - Ale ludzie boją się, że chce pan w ośrodku
trzymać takie podejrzane towarzystwo i teraz mają próbkę tego, co się dzieje, kiedy
ucieknie choćby jeden. Wszyscy myślą, co by było, gdyby zwiało ich dwudziestu? Pan
rozumie, jak to wygląda?
- Postaramy się z kolegą poszukać Kacpra na łąkach - wyjaśnił Rafał.
- To pan miał wczoraj zatarg z tymi kolesiami z audi? - policjant przyglądał mi się z
uwagą. - Wczoraj jezdził pan motorem, dziś samochodem pana Klemensa. Czym pan [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • typografia.opx.pl