[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Uwolniony Bolek chwiał się przez chwilę, bo miał zawroty głowy. Szybko jednak wrócił do
formy. Poprawił mundur i włosy. Zrobił bardzo poważną minę. Zciągnął groznie brwi i spojrzał na
harcerzy.
Chłopcom zrzedły miny.
Druh komendant nabrał powietrza w płuca, wypiął brzuch i zwrócił się do harcerzy:
*Czyj to był pomysł?
*Mój! - przyznał się skruszony Wiewiórka. - Chcieliśmy...
*Nie tłumacz się - Bolek powstrzymał chłopca gestem dłoni. - Kto przygotował pułapkę?
- My trzej! - odpowiedzieli dzielnie harcerze. - Dokładnie według instrukcji druha
komendanta...
- Zauważyłem - Bolek podciągnął w górę wypięty brzuch, wypiął dumnie pierś i rozejrzał się
groznie po harcerzach. - Udzielam druhom pochwały z wpisaniem do kroniki obozu. Dobra robota!
- przytaknął głową. - Zastosowaliście odpowiednio mocną linkę. Nie pękła, chociaż miała co
dzwigać. Pętla została właściwie umiejscowiona i zamaskowana. Linki nie widziałem. Brzoza była
stosownie mocna i sprężysta... Szkoda tylko, że to ja zostałem schwytany...
- Nie czatowaliśmy na druha komendanta - zauważył Sokole Oko. - Druha Edka
przepuściliśmy, bo rozpoznaliśmy go po głosie...
- Ale dlaczego nie rozpoznaliście druha komendanta? - zapytałem.
- Było ciemno, choć oko wykol - odezwał się Sokole Oko. - Widzieliśmy tylko dwie,
skradające się w naszym kierunku, ciemne sylwetki. A kto się w nocy skrada, może mieć złe,
104
nieuczciwe zamiary...
- Gdy jedna z tych sylwetek wdepnęła w środek pętli, odcięliśmy linkę naginającą brzozę -
kontynuował Wiewiórka. - Ja odciąłem... I wtedy pętla poszła w górę.
- Zabierając, przy okazji, mnie ze sobą- wymachując włączoną latarką zaśmiał się Bolek.
Zabraliśmy się do naprawiania pułapki.
W tym samym czasie Teo usłyszał zbliżający się warkot silnika samochodu. Po chwili silnik
umilkł. Trzasnęły zamykane drzwi samochodu. Na leśnej drodze Teo zauważył sylwetki trzech
mężczyzn idących w kierunku obserwowanego pieńka. Zachowywali się jakby byli u siebie. Głośno
żartując wyszperali pieniek światłem latarek i zatrzymali się przy nim.
Teo wyciągnął komórkę i wycisnął numer Lopka.
*Są nocni kopacze - wyszeptał. - Jest ich trzech. Podnoszą właśnie pieniek.
*Udawaj, że nie istniejesz - odpowiedział Lopek. - Idziemy...
- Dwóch zeszło pod ziemię... - Teo wyłączył telefon, zapalił latarkę i świecąc sobie pod nogi
ruszył spokojnym krokiem w stronę tego, który został na powierzchni.
Mężczyzna zauważył zbliżającego się Teodora. Podniósł latarkę i poświecił w jego stronę.
*Dobry wieczór - przyjaznie odezwał się Teo. - Też na grzybki?
*O tej porze? - zdziwił się mężczyzna.
*Tacy czterej, których tu przed chwilą spotkałem, mówili, że wybrali się właśnie na grzyby
-Teo zatrzymał się koło obcego. - Też się zdziwiłem, że o tej porze...
Nocny kopacz zaśmiał się ciepło:
*A już pomyślałem, że jest pan walnięty albo zakręcony... Przepraszam za to.
*Nie ma sprawy - rozglądając się dokoła Teo machnął z lekceważeniem ręką. - Ale, ale...
Jestem jednak chyba walnięty. Niech pan sobie wyobrazi, że z daleka widziałem tu przed chwilą
trzech facetów - pokręcił z niedowierzaniem głową. - Pewnie troi mi się w oczach...
*Dobrze pan widział - uspokoił Teodora obcy. - Moi koledzy zeszli właśnie pod ziemię
pozbierać narzędzia...
*Pod ziemię? - udał zdziwienie Teo. - To tu są jakieś podziemia?
-Jakie tam podziemia? - żachnął się mężczyzna. - W zeszłe lato wykopaliśmy parę korytarzy...
Myśleliśmy, że zarobimy i w tym roku. Ale gość nie przyjechał na spotkanie. Widocznie się
wycofał...
- Rakiem - zaśmiał się Teo. - Nie pytam, kto to taki...
- To pewnie jakiś szurnięty poszukiwacz skarbów... Był spadkobiercą poprzedniego
właścicielem tej posesji. Dopiero jak ją sprzedał, dowiedział się, że jest tu ukryta piwnica, której
latami poszukiwało wielu ludzi... Ten facet myślał, że dokopiemy się do niej...
*Jak krety...
*No właśnie - mężczyzna się uśmiechnął. - Płacił niezle, no to kopaliśmy...
*Pan jest ze Zląska? - Teo zmienił temat.
*Tak i nie... Wyjechałem kiedyś z Mazur na Zląsk, bo dałem się zwerbować do szkoły
górniczej. Fedrowałem pod ziemią ponad dwadzieścia lat. Teraz wróciłem w rodzinne strony...
*To stąd ten znajomy akcent... - ucieszył się Teo. - Jestem ze Zląska...
*Moi koledzy też kiedyś stąd wyjechali na Zląsk fedrować. Razem wróciliśmy...
Teo wiedział, że jesteśmy blisko, widzimy ich i mamy liczebną przewagę nad nocnymi
105
kopaczami. My nie wiedzieliśmy, o czym oni rozmawiają Z ich zachowania wywnioskowaliśmy, że
rozmowa przebiega spokojnie.
Po chwili ujrzeliśmy wynurzające się spod ziemi kilofy, łopaty i wiaderka. Za nimi wydostali
się dwaj mężczyzni. Otrzepali spodnie i rękawy.
*Jakiś twój znajomy? - odezwał się jeden z nich do rozmówcy Teodora.
*Trudno powiedzieć... Niech będzie, że znajomy, bo też ze Zląska - odpowiedział zapytany
pomagając kolegom przy zamykaniu wejścia do szybu i ustawianiu na nim pieńka.
*Ze Zląska? Głupio poznawać ludzi w takiej sytuacji - zauważył ten sam mężczyzna. -Pewnie
wyglądamy na rzezimieszków...
*Ależ skąd - zaprotestował Teodor. - Przecież wyglądam podobnie... Poza tym nie jestem
sam.
*Właśnie - rzekłem wychodząc zza krzaków z włączoną latarką. Zaniepokojeni mężczyzni
rozejrzeli się po naszej piątce.
*Jeżeli to jest napad - odezwał się spokojnie dotychczasowy rozmówca Teodora - to zle
panowie trafili. Nic nie mamy... Ale łopatami machamy dobrze i potrafimy się obronić.
*Drugą noc czekamy na panów - wyjaśniłem naszą obecność. - Chcemy pogadać o tych
tunelach...
Mężczyzni spojrzeli po sobie.
*No to pogadajmy - odezwał się ten, który do tej pory milczał. - Powiem krótko, bo szkoda
czasu. Wykopaliśmy... To prawda. Rozumiem, że teraz powinniśmy je zasypać ziemią żeby
przypadkiem komuś nie stało się coś złego. Zasypiemy je i naprawimy szkody. Czy to wystarczy? [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • typografia.opx.pl