[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Loretcie. Pamiętał, że w ich domu w Falcon City mama i ojciec czytali listy przy
kuchennym stole.
Listonosz podał kamerdynerowi również jakiś pakiecik, który ten włożył sobie pod pachę.
Najprawdopodobniej Loretta znów coś kupiła w TV- shopie, domyślił się Beau. Nigdy by
się tego po niej nie spodziewał, ale wszystkie bożonarodzeniowe zakupy załatwiała w ten
sposób. Nie wymaga to wysiłku i oszczędza się przy tym sporo pieniędzy, wyjaśniła.
Loretta była nie tylko zimna, ale i skąpa. Beau nie cierpiał jej i wiedział, że podobne
uczucia wobec niej żywi wiele osób z ich otoczenia.
Mimo to nadal chodzili razem na sobotnie proszone kolacje, niedzielne lunche, parady
wozów z sianem, odbywające się po sianokosach, które Lorena, odgrywając panią na
włościach, organizowała co roku. Na tę okazję wkładała różową chłopkę, Ityzjer
artystycznie układał jej włosy  na ludowo i przykrywał koronkowym czepeczkiem. Nikt
nie ośmielał się odrzucić zaproszenia Loretty Larson Harmon. Przybywano tłumnie na jej
wieczory kolęd, celebrowane przy ogromnej choince, ozdobionej gigantycznymi złotymi
kokardami i złoconymi różami z jedwabiu, ale na okapie kominka nie wieszano pończoch
z prezentami; Loretta nie miała cierpliwości do dzieci. Mawiała, że narobiłyby bałaganu w
jej pięknym domu. Po wieczorze kolęd rozchodzili się do swoich osobnych
apartamentów. Bcau zaspokajał potrzebę rodzinnych świąt butelką famous grouse, a
Loretta zapewne balsamowała się kremem na noc i okrywała najdroższym jedwabnym
całunem, jaki można było dostać u Neimana. Tyle że nazywała go peniuarem.
Właśnie wracała do domu. Jej lawendowy rangeroyer pędził wzdłuż podjazdu,
rozrzucając na boki żwir, drogi i kosztowny w utrzymaniu. Uważała, że rangeroyer pasuje
do wizerunku uprawiającej sporty angielskiej arystokratki. Czy przyzwoita angielska
dama jezdziłaby lawendowym samochodem, no, może oprócz Fergie?
Słysząc, jak Pearson otwiera drzwi i wita milady swoim zwyczajowym:
 Dobry wieczór, madame, main nadzieję, że dzień upłynął pani przyjemnie , Beau
pozwolił sobie na jeszcze jeden haust koniaku.
 Tak, Pearson, dziękuję  odpowiedziała Loretta.  Jestem wykończona. Przynieś mi,
proszę, herbatę do pokoju. I gazety, oczywiście oprawione.  Nie znosiła pogniecionych
gazet ani śladów farby drukarskiej na palcach.
162
 Oczywiście, madame. Earl gray, jak przypuszczam, madame?
 Słusznie przypuszczasz  rzuciła, wchodząc po schodach.
Beau stał za drzwiami swojego pokoju i nasłuchiwał, dopóki Loretta nie zamknęła drzwi.
Wtedy znów zaczął oddychać swobodnie.
138
Więc madame jest wykończona po lunchu z innymi damami. To doskonale, bo Beau
zaplanował sobie też odrobinę pracowitych zajęć jutro w Dallas. Tak, krótka wizyta w
Dallas to jest to. Wypił jeszcze trochę koniaku i wystukał numer swojej blondynki, żeby
się z nią umówić.
Usłyszał kroki na schodach. To na pewno Pearson niesie madame tacę z
podwieczorkiem i gazety. Rozległo się delikatne pukanie do drzwi, Loretta wpuściła
kamerdynera. Po chwili wyszedł z apartamentu.
 Och, Pearson!  zawołała z tą nosową wymową którą Boss zawsze nazywał
prowincjonalnym teksaskim akcentem.  Czy poczta już przyszła?
Potwierdził, a ona kazała mu przynieść listy.
Beau poczta nie interesowała. Znalazłby tam tylko mnóstwo rachunków, a Loretta itak się
nimi zajmie. Skoro tylko ona wydawała pieniądze, powinna płacić za swoje zachcianki.
Gdyby zaplątał się tam jakiś rachunek dotyczący jego blondynki, chyba kazałaby go
zabić. Tak jak wszyscy mężczyzni, którzy mają coś do ukrycia, Bean potrafił trzymać
buzię na kłódkę, a blondynka stosowała się do jego poleceń w tym względzie. Nie krył
się z nią za zamkniętymi drzwiami gabinetu w biurze. Umieścił ją w ładnym, dyskretnym
mieszkanka, dawał pensję, a w zamian dostarczała mu zwykłych radości, jakich pragnie
każdy dorosły człowiek. Czy można go za to potępiać?
Beau westchnął i opadł na miękkie poduszki czerwonej kanapy, które otuliły go ze
wszystkich stron. Popijał, patrząc ponuro w okno. Nie mógł się doczekać wyjazdu do
Dallas. Poleci wcześnie rano, zanim Loretta się obudzi.
Zaczynał zapadać w drzemkę, gdy w domu rozległ się głośny huk. Z krzykiem zerwał się
z kanapy.
Jem, co się stało?! wrzeszczał, biegnąc do drzwi.
Z miejsca, w którym do niedawna znajdowały się wysokie dwuskrzydłowe drzwi do
apartamentu Loreny, wydobywał się dym. Pearson głośno wbiegał po schodach, na jego
zwykle obojętnej twarzy malowało się przerażenie.
Potrzebna była aż tak cholerna eksplozja, żeby odmrozić mu twarz, pomyślał Beau,
omijając ciężkie, wyrwane z zawiasów drzwi. Za nimi zobaczył zrujnowany pokój.
Loretta leżała na fotelu obitym brzoskwiniowym materiałem w kwiaty, dookoła walały się
szczątki serwisu do herbatu. Jedno ramię, zwieszało się pod dziwnym kątem jaku zesutej
lalki. Na podłogę kapała krew. Ramię nie było zakończone dłonią.
Beau odwrócił się i zwymiotował do chińskiej wazy stojącej na stoliku. Pearson zadzwonił
na policję.
Rozdział XXXXVII
Ali Marlajedli kolację w  Tra Di Noi , sympatycznej włoskiej knajpce W Malibu. Siedzieli w
zacisznym kąciku, gdzie według Marli mogli całować się bez zwracania na siebie uwagi i
gdzie Al, powodowany instynktem byłego policjanta, czuł się bezpieczniej, mając za
plecami ścianę. Wcale nie oczekiwał, że coś się wydarzy, ale taki już był. Znajdowali się
139
przecież w praworządnym Malibu, gdzie  jak mówiono  policjanci rozgrzewali się,
wystawiając mandaty drogowe i pilnując paparazzich, którzy oblegali miejscowe gwiazdy
kina.
Lokal wyglądał jak typowa knajpka w Toskanii; obsługa była miła, ajedzenie dobre. Marla
zamówiła ulubione spaghetti po bolońsku i teraz zręcznie nawijała makaron na widelec, a
Al zabrał się do wielkiej porcji cielęciny.
 Musisz tego spróbować  powiedział z uznaniem. Odciął kęs i podał jej na widelcu do
ust. Marla wyglądała seksownie. Miała na sobie cieniutki biały top i obcisłe dżinsy, ajasne
włosy z ciemniejszymi pasemkami otaczały jej twarz aureolą loków. Ostatnio zmieniła
fryzurę. Na bluzce miała napis  Nicmośna . Al wiedział coś o tym i uśmiechnął się
rozbawiony.
 Wiesz co? Pięknie dziś wyglądasz  powiedział, zmiatając z talerza ostatni kawałek
cielęciny.
 Mm.  Miała pełne usta, ale pochyliła się nad stołem i pocałowała go.  Ty też 
wymruczała.  Zauważyłeś we mnie coś nowego?
Obejrzał ją dokładnie.
 Nowe uczesanie? Podoba mi się.
 Tak, i bardzo ci dziękuję, że je spostrzegłeś. i za komplement, chociaż musiałam cito
uświadomić. Ale coś innego.
 Wobec tego poddaję się.
 Nie zauważyłeś, że dziś jestem ubrana dokładnie jak ty, w podkoszulek i dżinsy. Czyli
strój prywatnego detektywa?
 Po pierwsze, nie noszę żadnych rzeczy w paski po spaghetti i ze słowem  Nieznośny
na piersi, po drugie, moje dżinsy nie są tak obcisłe jak twoje.
Pogładziła się po szczupłych biodrach.
 Chciałbyś, co?  mruknęła.  Do tej pory myślałam, że prywatni detektywi noszą
błyszczące garnitury, krawaty w wielkie wzory i kapelusze z szerokim rondem,
nasadzone trochę na ukos.
 Skarbie, musiałbym się urodzić jakieś czterdzieści lat wcześniej, żeby tak się ubierać
 wyjaśnił Al z uśmiechem.  Pomyliłaś mnie z Frankiem.
 Jakim Frankiem?
164
Westchnął, wyjmując z kieszeni telefon, by odtworzyć pocztę głosową. Czasami
zapominał, że Marlajest taka młoda.
 Marla, był tylko jeden Frank.
Gdy wysłuchiwał litanii informacji, zamówiła na deser tiramisu z dwoma widelczykami. Na [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • typografia.opx.pl