[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Jacques z pewnością wolałby, żeby była inna: chłodna, piękna i
elegancka, jak Natalie Verin.
Koniec z tymi ponurymi myślami, nakazała sobie wychodząc z
mieszkania i zamykając za sobą drzwi.
Nie zdążyła jeszcze zbiec ze schodów, kiedy wydało się jej, że słyszy
telefon. Przystanęła i zaczęła nasłuchiwać.
Tak, to wyraznie był jej telefon. W pierwszym odruchu Ariane chciała
zawrócić i podnieść słuchawkę. Potem jednak się rozmyśliła. To mógł być
James O'Hara, który chciał ją wezwać do biura.
Na to dziś nie miała ochoty. Dlatego zlekceważyła telefon i ruszyła dalej.
Kiedy Ariane wychodziła z domu, konsjerżka wciąż jeszcze pracowała w
ogrodzie.
 Bonjour, mademoiselle!  pozdrowiła ją ta miła, siwowłosa kobieta
wycierając ręce w duży kolorowy fartuch.
 Bonjour  odpowiedziała Ariane.  Pani ogród wygląda cudownie!
Takich pięknych kwiatów geranium w mieście nigdy jeszcze nie widziałam,
a dalie też zapowiadają się fantastycznie.
 Dziękuję!  Kobieta rozpromieniła się.  Pogoda dziś wymarzona
do pracy w ogrodzie.
 Tak.  Ariane westchnęła.  Wybieram się do parku, a potem
jeszcze na mały spacer. Nie było mnie tutaj tylko przez dwa tygodnie, a
jednak czuję się tak, jakbym była w Paryżu po raz pierwszy.
Konsjerżka ucieszyła się, że Ariane podoba się Paryż.
 Proszę się dobrze bawić  powiedziała szczególnie przyjaznie.
RS
90
Ariane pomachała jej jeszcze raz, otwierając bramę z kutego żelaza, by
wyjść na szeroką avenue de Beau-champs. Ruszyła przed siebie szybkim
krokiem.
Zajrzała na rynek, gdzie kupiła chleb, pół camemberta i winogrona.
Urządzi sobie solidny piknik. O ile póznie; będzie jeszcze miała atetyt.
Co jakiś czas Ariane przystawała przed wystawami eleganckich butików.
Im bliżej Place de la Concorde, tym sklepy stawały się droższe.
Wolno szła przed siebie, wymachując torbą i wmawiając sobie, że jest w
wyśmienitym nastroju.
W końcu dotarła do parku Tuileries. Musiała walczyć z budzącą się w
niej melancholią, gdy pod jednym z drzew ujrzała parę młodych ludzi w
czułym uścisku.
Rozhasane dzieci biegały po żwirowanych alejkach. . Uganiały się za
piłką, bawiły w berka albo spieszyły do karuzeli i teatru dla dzieci, który
znajdował się pośrodku parku.
Przez chwilę Ariane naszła chęć pójścia na przedstawienie. Wiedziała
jednak, że w ten sposób jedynie spotęgowałaby swój smutek.
Musiała wreszcie spróbować podjąć decyzję. Chciała zapomnieć o
Jacques'u de Ventaille'u i zacząć nowe życie!
Idąc wokół ośmiokątnej sadzawki w środku parku,
Ariane przystanęła, żeby się przyjrzeć dwóm chłopcom i dziewczynce,
którzy puszczali na wodzie własnoręcznie zrobioną żaglówkę.
Chłopcy piszczeli z radości, kiedy żaglówka popłynęła w kierunku
fontanny.
Rozglądając się za odpowiednim miejscem na piknik, Ariane znalazła
osłonięty zakątek obok muru, oddzielającego ogród Jeu de Paume.
Bujne pędy wyrastały nad murem. Pomiędzy jasnozielonymi listkami
wisiały fiołkowe kwiatki. W gęstym listowiu ptaki uwiły sobie gniazda, i
Ariane mogła słuchać ich świergotu.
Rozłożyła przyniesiony obrus i pośrodku położyła chleb, ser i winogrona.
Potem usiadła i próbowała coś zjeść.
Było to bezsensowne, beznadziejne! Każdy kąsek rósł jej w ustach. Nie
będzie mogła nic przełknąć, przynajmniej dopóki nie pokona swej zgryzoty.
Wpatrując się w dzieci szalejące pomiędzy klombami Ariane spostrzegła,
że ich postacie nagle zaczynają się rozpływać w kolorowe plamy.
Jej oczy napełniły się łzami. W rozpaczy opuściła głowę i przestała je
powstrzymywać. Już o wiele za długo nie pozwalała sobie na płacz.
Azy kapały na jej splecione dłonie. Jakaż z niej była głupia gęś, co
uwierzyła, że mężczyzna taki jak Jacques mógł się nią zainteresować!
RS
91
Jacques wcale nie szukał prawdziwej miłości, tylko chwilowej przygody.
Ariane wciąż cicho płakała. Dla Jacques'a zrezygnowałaby ze [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • typografia.opx.pl