[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- A ty skąd wiesz? - Córka popatrzyła na nią podejrzliwie.
- No, przecież wszyscy sąsiedzi ją z tego znają! - Sabina wzruszyła ramionami. - Ja też raz się
nacięłam na tę jej upiorną życzliwość. Ona po prostu taka jest i nic na to nie poradzisz. Jeśli chcesz,
to podsunę jej ten pomysł. Może się uda. Paweł by jej pomógł w załatwieniu papierkowych
formalności, ciągle jeszcze ma znajomości w Urzędzie Miasta.
- Mogłabyś? - ucieszyła się Ama. - Fajnie by było. Iza jeszcze ją lubi, ale jak będą się za
często widywać, może przestać.
- A co teściowa jej zrobiła?
Anna Maria opowiadała matce o perypetiach Izy, kiedy do kuchni pośpiesznie wszedł
Krzysztof z komórką w dłoni.
- Ama, potrzebuję twojej pomocy - oświadczył, wyraznie zakłopotany. - Twoja kuzynka jest
w domu, ale nie chce wpuścić policji. Aukasz stoi pod jej drzwiami i próbuje ją przekonać, żeby
otworzyła, ale ona się upiera, bo się boi, że ktoś ją może skrzywdzić...
- Wanda? - Ama szeroko otworzyła oczy. - Odbiło jej? Przecież już rozmawiała z tym
Aukaszem. Powinna go rozpoznać!
- Mogę z tobą pojechać, Krzysiu - wtrąciła niewinnie Sabina, zerkając na córkę. - Ama może
mieć inne plany, a mnie przecież Wanda też zna.
- Nie mam innych planów! - warknęła natychmiast panna Rozbicka. - Oczywiście, że jadę z
tobą!
Krzysztof przez chwilę miał niepokojące wrażenie, że jest przedmiotem niezrozumiałej
manipulacji. Przyjrzał się z uwagą Sabinie, ale minę miała tak obojętną, że porzucił podejrzenia,
złapał Amę za ramię i oboje pośpiesznie wyszli z mieszkania.
Mecenas Rozbicka uśmiechnęła się z satysfakcją i spokojnie zabrała za szykowanie
codziennej porcji ziółek dla męża. Zaniosła mu je do pokoju, powiadomiła, że wychodzi na chwilę
do sąsiadki, i opuściła mieszkanie, zamykając je na klucz, bo małżonek właśnie rozgrywał z
laptopem partię szachów i reszta świata dla niego nie istniała.
Ada Aęcka otworzyła już po pierwszym dzwonku i uśmiechnęła się promiennie na widok
pani mecenas.
- Sabinka! Tak dawno cię nie widziałam! Pewnie byłaś zajęta. Co tam u ciebie? Mąż zdrowy?
O Amę nie pytam, bo ostatnio ją widziałam. Tak się cieszę, że się z naszą Belunią przyjazni!
Pamiętasz Luizę, prawda?
Sabina puściła ten słowotok mimo uszu i bezceremonialnie wepchnęła się do pokoju. Usiadła
przy ławie.
- Trudno jej nie pamiętać. Ada, usiądz, bo mam wrażenie, że usiłujesz się w tej chwili
sklonować. Jednym okiem zerkasz na mnie, a drugim do kuchni. Przyszłam nie w porę? Jesteś
zajęta?
- Sabinko! - Pani Aęcka aż sapnęła ze zgrozy, że gość może poczuć się nie dość
uhonorowany. - Ty zawsze w porę! Przecież pamiętam, ile dla mnie zrobiłaś!
- Nie przyszłam do ciebie po laurki. Gotujesz coś i boisz się, że wykipi albo się przypali?
- Nie, ja tylko... Kawę ci zrobić? I ciasta mogę ukroić, chcesz? - Ada dreptała nerwowo w
drzwiach pokoju.
- Kawy nie. Ukrój tego ciasta, bo jak będziesz taka rozdarta sosna, to raczej nie pogadamy -
zezwoliła Rozbicka i wygodniej rozparła się w fotelu. - Poczekam.
Ada Aęcka uwinęła się błyskawicznie. Już po chwili przed gościem stała patera z szarlotką i
dzbanek ze schłodzonym kompotem, a gospodyni przycupnęła naprzeciwko i z oddaniem
wpatrywała się w sąsiadkę.
- O co chodziło z Luizą? - zainteresowała się Sabina, sięgając po placek. - Znowu nachodzi
Pawła? Mówiłam, żeby ją pogonił. Warsztat założył po rozwodzie. Ona nie ma żadnych praw do
jego zysków.
- Już nic nie dostanie! - Ada pojaśniała jak słońce w południe. - Nasza Belunia ją pogoniła!
Dzwoniła do mnie! Belunia, nie Luiza! Opowiem ci! - I powtórzyła wiernie wszystko, co usłyszała
od tryumfującej synowej. Na koniec westchnęła. - Coś mi się zdaje, że nieprędko zobaczę
Tomaszka. Luiza zrobi wszystko, żeby mi to utrudnić. Ale może - pocieszyła się natychmiast -
Belunia się zdecyduje na dziecko i znowu będę miała co robić.
- A ty koniecznie musisz coś robić dla innych? - Sabina uniosła brwi. - Może byś tak zajęła
się wreszcie sobą? Słyszałam, że działa u nas Klub Seniora. Dlaczego się nie zapiszesz?
- Nawet o tym myślałam - wyznała Ada. - Ale Wiśniewska, ta spod jedynki, mnie
zniechęciła. Tam teraz rządzi Eliza Dortowa. Podobno bardzo nieprzyjemna osoba. Wiśniewska
mówiła, że przez nią ten klub bardziej przypomina szkółkę niedzielną niż miejsce spotkań
towarzyskich. Może się zapiszę za miesiąc, bo mają wybierać nowy zarząd. Wiesz, chciałam się
zająć ogródkiem przed blokiem. Burmistrz co roku ogłasza konkurs na najpiękniejszy przydomowy
ogródek. Mam dużo czasu, mogłabym się przyłożyć.
- Ale... ? - Sabina zawiesiła głos.
- Ale sąsiadki powiedziały, że one już tam posadziły wszystko, co trzeba. Wiesz, Sabinko,
chyba nie mam siły przebicia.
- Odpuść sobie czyny społeczne i pomyśl o czymś dla siebie. Co byś powiedziała o zakładzie
krawieckim? Moja Ama narzeka, że u niej w szafie zalega mnóstwo ciuchów, których nie nosi, bo
się kwalifikują do przeróbki. Połowa ludzi ma ten sam problem. Pchaliby się do ciebie drzwiami i
oknami... Pomyśl, Ada. - Sabina pochyliła się ku gospodyni. - Masz duże mieszkanie i dwie
maszyny. W jednym pokoju możesz szyć, a w międzyczasie dopilnujesz obiadu. Nie musisz
pracować przez cały dzień. Wyznaczysz godziny, w których mogą przychodzić klienci, a przez
resztę czasu możesz zajmować się domem. I nie bierz na siebie za dużo. Im bardziej będziesz
marudzić, tym bardziej będą cię cenić. Jedna klientka poleci cię kolejnej i już masz z górki. Sama
mogę rozpuścić wici. Co ty na to?
- Ale żeby otworzyć interes, trzeba pozałatwiać wszystko formalnie. - Ada wyglądała na
lekko przerażoną. - I podatki odprowadzać!
- Masz od tego Pawła! - oznajmiła Sabina spiżowym głosem. - Też płaci podatki, zna się na
tym. Niech ci pomoże. Zastanów się nad tym, Ada. Co miałaś z życia? Dorobisz sobie i może
trochę świata pozwiedzasz? A jak ci się kolejne wnuki urodzą, to będziesz bardziej hojną babunią.
No, lecę, bo muszę sprawdzić, czy Władzio wypił ziółka. - Wstała i poklepała Aęcką po ramieniu. -
Pogadaj z Pawłem i Izą. Jestem pewna, że ci pomogą wszystko pozałatwiać. No, to pa!
Na klatce schodowej pod drzwiami państwa Piecyków panowało pewne zagęszczenie.
Wanda, niewidoczna, tkwiła przez jakiś czas w przedpokoju, wpatrzona w judasza, ale uznawszy,
że intruzi raczej nie wedrą się siłą do mieszkania, porzuciła męczące zajęcie i wróciła do kuchni.
Doszła do wniosku, że na wypadek dłuższego oblężenia musi zapewnić sobie pożywienie. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • typografia.opx.pl