[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Ujął w dłonie jej piersi.
- Co odczuwasz? - spytał zachrypniętym głosem, przyciskając się do niej całym ciałem.
Próbowała oderwać się od niego, ale trzymał mocno. Przesuwał powoli usta po mokrym ciele,
pokrywając je delikatnymi pocałunkami, od których wiła się z podniecenia. Próbujesz doprowadzić
mnie do szaleństwa - wymamrotała.
Cichhy jęk wyrwał się jej z piersi. Odwróciła ku niemu twarz targaną sprzecznościami - pomiędzy
podrapaniem mu twarzy, a błaganiem, żeby ją posiadł.
125
Przez chwilę stała bez ruchu, obserwując wyraz twarzy mężczyzny. Szalone myśli przebiegły jej przez
głowę. Każdy inny mógłby ją już mieć i zaspokoić pożądanie, ale tylko Mitch mógł sprawić, że to nie
było jedynie połączenie dwóch ciał, ale coś więcej niż zwykłe zaspokojenie fizycznych potrzeb.
Mitch przełknął nerwowo ślinę i wstrzymał oddech, kiedy objęła jego biodra, przytuliła się do niego i
wspięła na palce, żeby dosięgnąć ust. Stał bez ruchu i pozwalał robić wszystko, co chciała. Całowała
go delikatnie, przesuwając powoli ręce po jego ciele, wzdłuż napiętych pośladków i ud, tak daleko, jak
tylko mogła sięgnąć. Odważnie przesunęła ręką po płaskim brzuchu w dół, nie dotykając jego
męskości.
Spojrzała mu prosto w oczy, ale zobaczyła, że są zamknięte. Twarz wyrażała czystą rozkosz.
- Mitch, chciałabym wiedzieć...
Pragnęła mu powiedzieć, jak bardzo chce znać odpowiedz na pytanie czy ją kocha, ale zamknął jej
usta gwałtownym pocałunkiem, zanim zdołała wyrazić to słowami. Objął ją w talii i przyciągnął do
siebie.
- Co chciałabyś wiedzieć Michelle, poza tym, że cię pożądam? - zapytał ochryple.
Przeciągnął podniecająco ustami przez policzek. Strumień wody wpłynął pomiędzy nich, zalewając
oczy i wpadając do ust.
Przytulona ciasno, czuła jego drażniące podniecenie, wyciągnęła rękę i uchwyciła mocno jego
męskość. Mitch jęknął z rozkoszy, ogromny dreszcz wstrząsnął wysoką postacią i połączył się z jej nie
kontrolowanym drżeniem.
To szaleństwo - pomyślał i przyciągnął dziewczynę mocniej do siebie. To nie było częścią jego planu,
który opracował z taką dokładnością. Chciał trzymać ją w napięciu, męczyć tak długo, aż przyczołga
się do niego. Oślepiła go zazdrość i czuł, że musi się dowiedzieć, czy była z Rudym. Zacisnął
129
brutalnie uścisk na jej ramionach, kiedy przypomniał sobie, w jaki sposób uśmiechnęła się do
Rudy'ego na pożegnanie. Znowu opanował go wściekły gniew, gdy przypomniała sobie, jak Rudy
pocałował ją w usta. Ona jest moja! - Chciał krzyczeć całemu światu. MOJA!
* * *
Michelle osłabła w jego ramionach. Próbowała przekonać samą siebie, że to, co się w nim teraz dzieje,
jest niezależne od niego przecież z natury nie był okrutny.
- Mitch, nie mogę oddychać - wyszeptała, usiłując włożyć ręce pomiędzy nich i go odepchnąć. - Mitch
puść mnie, proszę!
- Nie mogę! - jęknął udręczonym głosem. - Bóg jeden wie, ale... Boże, pomóż mi! Nie mogę!
Michelle słyszała ból w jego głosie i wiedziała, że nie mówi o tej chwili. Powinna cieszyć się, że
cierpiał, ale nie mogła. Ona także cierpiała, ale to nie było w tej chwili ważne. Powoli podniosła
ramiona, objęła go za szyję i przyciągnęła do siebie czule... Jak przez mgłę zdała sobie sprawę, że
tylko od niej zależy, czy dokończą to, co on zaczął. Mogła go odepchnąć lub...
Michelle znów podniosła zapraszająco usta do jego ust. Całowała go delikatnie, rozkoszując się nim.
Ogień ogarnął jej ciało, kiedy dotknęli języków. Gwałtownie wyciągnęła rękę za siebie i zakręciła
kurek prysznica, jednocześnie zrywając z głowy czepek. Włosy ciężką falą spadły na plecy i Mitch
znów chwycił ją w swoje silne ramiona. Musnął kusząco ustami wargi, i Michelle wtuliła się w niego,
zarzucając mu gwałtownie ramiona na szyję. Nogą otworzył drzwi łazienki, szybko zaniósł ją do
sypialni i położył na łóżku, na którym do tej pory sypiała sama. Michelle z zapartym tchem
przyglądała się jegó wysokiej, muskularnej postaci, opalonej skórze, ciemnym miękkim włosom
pokrywającym nogi
127
i pierś, na końcu ramionom, które bywały twarde, ale i grzesznie miękkie.
Cokolwiek miałoby się zdarzyć jutro, nawet jeśli to oznaczałoby początek i koniec ich romansu,
bardzo tego chciała. Odsunęła na bok dumę i wyciągnęła ramiona.
- Mitch - szepnęła, przebierając palcami zapraszająco. - Och, Mitch, jak bardzo cię potrzebuję!
Patrzył zielonymi, przymglonymi oczami na jej szczupłą postać, smukłe, przywołujące go ręce, lekko
rozsunięte nogi- Ah - wymamrotał z uznaniem, kładąc się obok na łóżku. Silne ręce poruszały się po
jej ciele prawie szorstko, z naglącą potrzebą posiadania każdego cala tego wspaniałego ciała, którego
odmawiała mu przez wiele lat. Przeciągnął powoli wilgotne usta po policzku, wzdłuż linii podbródka,
w dół po szyi, i zatrzymał w pulsującym dołku u jej nasady. Michelle była stracona.
- Pocałuj mnie, Mitch - błagała, przyciągając jego twarz.
Był delikatny, rozmyślny, całkowicie pewny siebie. Wiedział doskonale, że zamierzał jej dać tyle
rozkoszy, ile sam otrzymywał, ale najpierw...
- Wyjdz za mnie, Michelle - wyszeptał jej do ucha spontanicznie.
Michelle zamarła. Nie spodziewała się tego usłyszeć i przez chwilę wydawała się ogłuszona.
Pocałowała go, żeby mieć trochę czasu na myślenie.
Nie wierzyła mu jeszcze, Bez zaufania nie mogło być miłości, miłości  na zawsze" o jakiej marzyła.
Kiedyś ślepo dała mu swoją miłość i zaufanie, a on pogwałcił jedno i drugie. Zostawił ją bezbronną,
pozbawioną wiary w siebie. Z jego powodu nie czuła się w pełni kobietą z nikim więcej. Nie to, że
chciałaby być czyjąś. To, co zrobił jej w Nesłwille, spowodowało, że już nigdy nie mogła zawierzyć
całym sercem żadnemu mężczyznie. Nie, nie mogła wyjść za niego.
131
- Wyjdz za mnie - powtórzył, chwytając niezbyt delikatnie wargami jej ucho.
- Dlaczego, Mitch? Nie możesz się ze- mną kóchać, nie żeniąc się ze mną?
Kiedyś już to zrobił, dając jej Joeya. Zesztywniała na pamięć o dawnym bólu, który nigdy nie umarł.
Westchnęła z głębi obolałego serca i próbowała odwrócić się do niego tyłem, ale położył mocno ręce
na jej biodrach i przycisnął do materaca. ~
Spojrzał z zimnym błyskiem w oczach w dół na jej gwałtownie zaczerwienioną twarz. Był całkowicie
opanowany.
- Chcę żonę, a nie kochanką, Michelle. Wciągnęła ze świstem powietrze.
- Och? Nie tąkie wrażenie odniosłam w Anacortes, Mitch - powjedziała raczej cierpko.
Nastała kłopotliwa cisza, w czasie której Mitch wydawał się podejrzanie zainteresowany punktem na
ścianie, tuż nad jej głową. W końcu się odezwał:
- To było, zanim odkryłem... - Wzruszył ramionami nie kończąc. - Ale kim jestem, żeby się skarżyć? -
zastanawiał się zachrypniętym głosem tak blisko jej ucha, że ciało kobiety znów pokryło się gęsią
skórką.
Powoli pochylił głowę i przycisnął do jej ust, całując delikatnie i szepcząc czułe słówka. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • typografia.opx.pl