[ Pobierz całość w formacie PDF ]

ewangelistą. Dorastał w braku poczucia bezpieczeństwa, jakie daje bardziej stabilna
egzystencja ni\ ta, jaką mógł zapewnić je\d\ący po całym kraju i głoszący ewangelię mój
dziadek. Skutki tego dało się pózniej zauwa\yć w przebiegu jego pastorskiej słu\by. W całym
tym okresie pastorował tylko czterem kongregacjom, gdy tymczasem dziadek co wieczór był
w innej. Mój ojciec budował solidne, trwałe wspólnoty, gdzie go kochano i gdzie szukano u
niego pomocy, gdy się pojawiały problemy.
 Myślę, \e kościół potrzebuje obu rodzajów kaznodziejów  powiedział mi raz ojciec.
Mieszkaliśmy wtedy w Pittsburghu.  Ale zazdroszczę twojemu dziadkowi umiejętności
wytrząsania z ludzi ich pychy. Potrzebujemy tego w naszej wspólnocie.
I mieliśmy szansę tego doświadczyć następnym razem, kiedy wpadł do nas przejazdem
dziadek. (Dziadek zawsze  wpadał przejazdem .)
Kościół taty mieścił się w eleganckiej dzielnicy na przedmieściach Pittsburgha. W
sąsiedztwie mieszkali miejscowi bankierzy, prawnicy i lekarze. Było to dość niezwykłe
poło\enie jak dla zielonoświątkowego kościoła, bo nasze nabo\eństwa zwykle są dosyć
głośne i raczej mało dostojne. Jednak w tym kościele, przez wzgląd właśnie na to sąsiedztwo,
nabo\eństwa były raczej stonowane. Dopiero dziadek nam uświadomił, \e nie było to
właściwe.
Zanim nam zło\ył wizytę, wszyscy wierni starali się jak najbardziej upodobnić się do
otoczenia, robić wra\enie ludzi statecznych i eleganckich.
 I martwych  orzekł dziadek.  A przecie\ wiara powinna człowieka o\ywiać!
Tata wzruszył ramionami, ale musiał się z tym zgodzić. A potem popełnił ten błąd. Poprosił
dziadka, \eby w niedzielę wieczorem wygłosił za niego kazanie.
Byłem na tym nabo\eństwie i nigdy nie zapomnę wyrazu twarzy taty, kiedy zaraz na wstępie
dziadek zdjął swoje brudne kalosze i postawił je na samym środku podium!
26
 No!  powiedział stojąc tam i patrząc na osłupiałe zgromadzenie.  Powiedzcie teraz, czemu
przeszkadzają wam te brudne śniegowce? Zapaćkałem wasz piękny kościółek, uraziłem
waszą dumę, a zało\ę się, \e gdybym was zapytał, czy jesteście zarozumiali, to z pewnością
byście zaprzeczyli.
Tata miał ochotę zniknąć ludziom z oczu.
 Tak, tak, zwijaj się ze wstydu  zwrócił się do niego dziadek.  Tobie te\ się to przyda.
Gdzie są diakoni tej kongregacji?
Diakoni podnieśli ręce.
 Chciałbym, \ebyście obeszli salę i otworzyli wszystkie okna. Trochę pohałasujemy, i
chciałbym \eby ci bankierzy i prawnicy siedzący w niedzielny wieczór na swoich werandach
usłyszeli, jak to jest być zadowolonym ze swojej wiary. Dzisiaj wy sami będziecie
kaznodziejami dla swoich sąsiadów.
Potem kazał wszystkim wstać. Wstaliśmy. Powiedział, \ebyśmy zaczęli chodzić w koło
klaszcząc w ręce. Więc chodziliśmy i klaskaliśmy. Po piętnastu minutach chcieliśmy przestać,
ale dziadek pokręcił głową i musieliśmy jeszcze trochę poklaskać. A potem kazał nam
śpiewać. Więc chodziliśmy, klaskaliśmy i śpiewaliśmy, a za ka\dym razem, kiedy śpiew
przycichał, dziadek troszkę szerzej otwierał okna. Patrzyłem na tatę i wiedziałem, co sobie
myśli:  Có\, nigdy się po tym nie pozbieram, ale w końcu dobrze, \e tak się dzieje . Potem
zaczynał śpiewać głośniej ni\ pozostali.
To ci dopiero było nabo\eństwo!
Następnego ranka tata miał okazję poznać reakcje sąsiadów. Wybrał się w jakiejś sprawie do
banku, a tam za wielkim pustym biurkiem siedział rzecz jasna jeden z naszych sąsiadów. Tata
chciał czmychnąć, ale ten mu nie pozwolił:
 Hej, pastorze Wilkerson  zawołał i zaprosił go do siebie. Potem powiedział  No to sobie
wczoraj trochę pośpiewaliście w tym waszym kościele. Wszyscy o tym mówią. Dochodziły
nas słuchy, \e potraficie to robić i a\ dotąd czekaliśmy, \eby was wreszcie usłyszeć. W tej
okolicy od dawna nie wydarzyło się nic lepszego. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • typografia.opx.pl