[ Pobierz całość w formacie PDF ]

światu, iż z jeziora wydostają się ogarnięte ślepą trwogą hipopotamy. Dżunglą
wstrząsnęły rozdzierające uszy ryki słoni i przeciągły grzmot, towarzyszący ich
zbiorowej ucieczce przed siebie. Emisję Powella usłyszał i Reich, który zamarł
w miejscu, ignorując uciekającego wciąż i odbijającego się z wrzaskiem od ścian
bariery Hassopa.
Pierwsze uderzyły o barierę pędzące przed siebie na oślep hipopotamy. Zaraz
za nimi nadziały się na nią bawoły i krokodyle. Potem słonie... wapiti, zebry, gnu...
cała ta ciężko łomocząca o ziemię kopytami wataha. Historia Rezerwatu nie notowała
jeszcze wybuchu takiej paniki. Ci, którzy projektowali wytrzymałość ekranów
ochronnych, nie brali pod uwagę skoncentrowanego naporu takiej masy. Bariera
Reicha pękła z trzaskiem, przypominającym dzwięk gniecionego szkła.
Hipopotamy trafiły na ognisko i natychmiast je zadeptały. Powell śmignął
wśród ciemności, schwytał Hassopa za ramię i pociągnął oszołomionego mężczyznę
ku stosowi pakunków. Trącony kopytem zachwiał się, ale nadal trzymał szyfranta
i nie spuszczał z oczu cennego pojemnika z filmami. Wśród pełnych szaleństwa
ciemności Powell mógł wyławiać gorączkowe emisje uciekających w panice zwierząt.
Ciągnąc za sobą Hassopa, przepychał się na zewnątrz głównego nurtu stada. Ukrył się
za grubym pniem chlebowca, gdzie przystanął na chwilę, by złapać dech i ukryć
pojemnik w kieszeni. Hassop tylko jęczał. Detektyw wyczuł obecność Reicha 
niedoszły zabójca stał w odległości może stu metrów i przylgnąwszy plecami do pnia
chinowca, nadal ściskał łuk i strzały w zesztywnianych dłoniach. Był
zdezorientowany, wściekły i przerażony... a przecież nietknięty. Powell przede
wszystkim chciał zachować go przy życiu  dla Przeróbki.
Odczepiwszy swój własny ekran ochronny, detektyw cisnął go ku
roztrąconym, tlącym się jeszcze polanom ogniska, gdzie Reich z pewnością go
odnajdzie. Następnie odwrócił się i powiódł otępiałego i nie stawiającego oporu szefa
Wydziału Szyfrów ku Bramie Rezerwatu.
13
Sprawa Reicha dojrzała już do rozpatrzenia przez biuro Prokuratora
Okręgowego. Powell spodziewał się też, że jest już gotowa do zbadania jej przez
zimnokrwiste, cyniczne, uznające wyłącznie fakty i dowody monstrum, Starucha
Mojżesza.
Cały jego sztab zebrał się w siedzibie Mojżesza. Pośrodku pomieszczenia
ustawiono okrągły stół, na którym technicy umieścili przezroczysty model
pomieszczeń w Beaumont House, gdzie rozgrywały się omawiane wydarzenia;
wewnątrz poruszały się miniaturowe androidy, przedstawiające działania osób, które
brały udział w dramacie. W modelarni Wydziału Technicznego wykonano świetną
robotę, właśnie charakteryzowano głównych aktorów. Maleńki Reich, Tate, Marie
Beaumont i inni poruszali się w sposób, który cechował wzorce. Obok stołu zebrano
przygotowaną przez ludzi Powella dokumentację, by w razie potrzeby przedstawić ją
machinie.
Sam Staruch zajmował całą kolistą ścianę wielkiego pomieszczenia. Jego
liczne oczy mrugały i spoglądały na pokój zimnym wzrokiem. Niezliczone dyski
pamięciowe nieustannie wirowały z charakterystycznym poszumem. Usta, wykonane
jako tuba głośnika, były otwarte w sposób, który u człowieka znamionowałby
głupotę. Dłonie Starucha, dzwignie wieloczynnościowej drukarki, zamarły nad
rolkami taśm, gotowe wystukać pytania lub wyrok. Staruch był Komputerem
Zledczym, którego nieodwołalne decyzje nadzorowały przebieg śledztwa, proces
i wykonanie wyroku w każdej ze spraw.
 Nie będziemy zawracali Mojżeszowi głowy wstępem  poinformował
Powell prokuratora okręgowego.  Przyjrzyjmy się poruszeniom figurek i sprawdzmy
ich zgodność ze scenariuszem przestępstwa. Pańscy ludzie mają wszystkie czynności
rozpisane w czasie. Proszę po prostu sprawdzać, czy wszystko przebiega tak jak
w tym zapisie. Jeśli znajdzie pan coś, czego nie uwzględnili nasi chłopcy, proszę
zrobić notatkę i zaraz się tym zajmiemy.
Skinął głową De Santisowi, znękanemu szefowi Wydziału Technicznego,
który zapytał scenicznym szeptem:
 Jeden do jednego?
 Nieco za szybko. Niech będzie dwa do jednego. Ruchy zwolnione o połowę.
 W tym tempie androidy będą wyglądały nierealnie  prychnął De Santis.  [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • typografia.opx.pl