[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Poflirtujesz trochę i wszystko będzie dobrze.
- Chcesz, żebym z nim flirtowała?
- Nie żebym chciał, ale to ci ułatwi zadanie. Poza tym, prawdę mówiąc,
właściwie nic nie musisz robić, bo gdy się ma takie nogi...
Zmarszczyła czoło i spojrzała na niego ze zdziwieniem.
S
R
- %7ładen facet nie przeoczy tego faktu - dodał.
Uśmiechnęła się, mimo że rozsądniej byłoby choć udać irytację.
- Tego nie uczą w szkole biznesu.
- Za to uczą, że podczas negocjacji należy tuszować swoje słabe strony i
wykorzystywać wszelkie atuty Nie umiesz grać w golfa, za to jesteś piękna.
- Hm, piękna, powiadasz... W takim razie wracamy do nauki golfa. Nie
zamierzam przed nikim prezentować moich nóg.
S
R
ROZDZIAA SIDMY
W niedzielę rano Simon miał zabrać dziewczynki do kościoła, a Kelli po-
stanowiła pójść na zakupy. Nie była przygotowana do spotkania bizneso-
wego w ekskluzywnym klubie golfowym, mimo że nim przystąpiła do pro-
gramu  Nieoczekiwana zmiana miejsc" dość znacząco zapełniła szafę
ubraniową.
- Chętnie pójdziemy z tobą - zaproponował Simon.
- Od razu się przyznaj, że chcesz się wykręcić od pójścia do kościoła.
- Jasne, że wolę zakupy! - Uśmiechnął się i puścił oczko do Joe.
Ten jednak stwierdził z marsową miną:
- Nie ma mnie tu.
- Będziesz potrzebowała mojej pomocy. Zobaczysz, że ci się przydam. A
Danbury potrzebuje produktów firmy Boeke, nie zapominaj!
Nie chciała się z nim kłócić, w końcu stali się dla siebie bardziej sprzy-
mierzeńcami niż rywalami, choć sprecyzowanie tej relacji wcale nie było
łatwe. Wolała na razie o tym nie myśleć.
- Na Michigan Avenue jest firmowy sklep golfowy. Mają tam również
ekskluzywną kolekcję damskiej odzieży. Panie z klubu chętnie się tam za-
opatrują. Otwierają chyba o dwunastej, ale może właściciel dałby się na-
mówić, żeby sprzedawca przyszedł nieco wcześniej. Zadzwonię do niego,
to mój dobry znajomy.
- O nie, ja kupuję wszystko w Danbury - zaprotestowała Kelli.
- Rozumiem twoją lojalność i bardzo popieram, ale w tym wypadku to nie
ma sensu. Interesy przede wszystkim.
S
R
- Dlatego zaczniemy od naszego centrum, a jeśli nie znajdziemy nic od-
powiedniego, przekażę szefowi działu zaopatrzenia, żeby się lepiej postarał.
- Ponieważ słuchał jej z uwagą, ciągnęła dalej: - Golf przestał być męskim
sportem, uprawia go coraz więcej kobiet To, że sama nie gram, nie znaczy,
że nic o tym nie wiem. Odkąd pojawił się Tiger Woods, golf stał się popu-
larny prawie we wszystkich grupach społecznych. Problem w tym, że trze-
ba mieć naprawdę zasobną kieszeń, żeby sobie na taką przyjemność pozwo-
lić. Nawet najmniejsze kluby słono sobie liczą za kartę członkowską, a
przecież każdy chciałby popróbować, choć niewielu na to stać.
- A nas nie stać na Tigera.
- Na Tigera nie, ale dlaczego nie podpisać umowy z innym zawodowcem,
przeprowadzić odpowiednią akcję reklamową i zaprezentować kolekcję?
Dobrzy projektanci, długie serie, przystępne ceny, sprzedaż w całej naszej
sieci.
- Niezły pomysł, Kelli. - Delikatnie pogładził ją po policzku.
Ten dotyk sprawił, że nogi miała jak z waty. Chwilami zachowuję się jak
nastolatka, pomyślała ze złością, czerwieniąc się. Spojrzała na niego nie-
pewnie.
- To miał być komplement, wystarczy powiedzieć dziękuję. - Uśmiechnął
się.
- Dziękuję - odparła i poszła przyszykować się do wyjścia.
W godzinę pózniej stali wraz z dziewczynkami w centrum Danbury,
oczywiście pod czujnym okiem Joego. Wszystko było jednak jeszcze za-
mknięte.
S
R
- W niedzielę czynne od dwunastej do szóstej - przeczytał wywieszkę
Joe.
Gdy weszli do środka, Kelli musiała przyznać, że funkcja wiceprezesa
ma swoje zalety. %7ładnych tłumów czy kolejek do przebieralni, tylko oni i
bezmiar ciuchów.
- Przymierz to, mamo - poprosiła Katie, pokazując jaskraworóżowe szor-
ty, które byłyby zbyt wyzywające nawet dla tancerki z Las Vegas.
- Nie sądzę, kochanie, żeby to był dobry pomysł.
- No przymierz, sam bym cię w tym chętnie zobaczył.
- Zaraz, moment, mam zaledwie trzy godziny do spotkania i nie chciała-
bym się spóznić. Wszelkie dyskusje dotyczące wyboru ubrań są więc zbęd-
ne. Wiadomo, że tego nie włożę.
Ma rację, pomyślał Simon. Było to bardzo ważne spotkanie dla firmy,
dlatego postanowił wziąć się do rzeczy. Chloe, która siedziała u niego na
barana, postawił na podłodze i podszedł do stojaka, na którym wisiały stro-
je golfowe. Był już wrzesień, więc wybór był niewielki. Od kilku tygodni
prezentowali jesienne kolekcje garderoby, a wszystko, co związane było z
latem, podlegało wyprzedaży. By upolować coś rozsądnego, trzeba było się
niezle nagimnastykować.
- Jaki nosisz rozmiar? - zapytał nagle Simon, podnosząc wieszak z cał-
kiem niezłym kompletem.
- Trzydzieści osiem. - Kelli spojrzała na metkę. Cena, mimo że obniżona
o pięćdziesiąt procent, nadal była wprost zabójcza. - To znaczy trzydzieści
sześć - poprawiła się jakby nigdy nic.
- A co, w ciągu kilku sekund ubyło ci w biodrach?
S
R
- Nie, ale to znany fenomen w świecie mody. Im wyższa cena, tym
mniejsze rozmiary.
- Co za próżność...
- Daj spokój, to po prostu skuteczny sposób na sprzedawanie drogich
ciuchów.
- A ja myślałem, że rozumiem kobiety... Może więc to? Kelli podniosła
wzrok. Były to białe spódnico-spodnie
wiązane na biodrach i kusa, dopasowana bluzeczka polo bez rękawów,
ale za to z niezbędnym kołnierzykiem. Musiała przyznać, że Simon ma nie-
zły gust.
Gdy wyszła z przymierzami, jej oczom ukazała się przejmująca scenka:
Simon siedział na fotelu z Chloe na kolanach, która z zadowoleniem popi-
jała soczek jabłkowy, a obok niego Katie, z głową opartą na jego ramieniu.
Aż ścisnęło się jej gardło. Tak bardzo zawsze o tym marzyła... Nieustanna [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • typografia.opx.pl