[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wypicia co najwyżej dwóch piw, jego bracia zaczęli przyglądać się mu z rosnącym
zaciekawieniem. Ale Leo niczego nie zauważał. Był w tak podłym nastroju, że nawet kac
wydawał mu się czymś mniej dotkliwym niż okrutna, bolesna trzeźwość.
Obok niego stała Marilee i rozglądała się wkoło lękliwie.
- Wypatrujesz kogoś? - spytał w końcu cierpko Leo.
- Nie. Tak. Szczerze mówiąc, rozglądam się za Janie. Miało jej nie być, ale twoja
bratowa, Tess, mówiła mi, że Janie wybiera się jednak na bal. - Marilee wyglądała na bardzo
zaniepokojoną. - Ponoć z Harleyem Fowlerem.
- Z Harleyem? - Najeżył się Leo.
Harley Fowler był młodym człowiekiem, bardzo szanowanym w miasteczku po tym,
jak wsparł oddział policji w brawurowej akcji przeciwko mafii narkotykowej. Harley był też
przystojny, choć oczywiście jego rodzina nie należała do tej samej klasy co stary klan
Brewsterów. Fred, a tym bardziej snobistyczna ciotka Lydia, z pewnością niechętnie
patrzyliby na taki mezalians. Cóż to za spekulacje? Skąd mi to w ogóle przychodzi do głowy?
Jaki mezalians? Jakie małżeństwo? - zżymał się w duchu Leo.
- Harley to świetny facet - bąknęła Marilee. - Podobno jest teraz zarządcą u Cyda
Parkera i zbiera pieniądze na kupno własnego rancza.
PDF stworzony przez wersję demonstracyjną pdfFactory www.pdffactory.pl/
Marilee przemilczała fakt, że Harley wiele miesięcy temu kilkakrotnie próbował się z
nią umówić, ale ona bez ogródek dała mu do zrozumienia, że nie dorasta jej do pięt. Uraziła
tym jego dumę i stała się jego wrogiem numer jeden.
Zresztą teraz żałowała, że wówczas nie dała mu szansy. Harley był nie tylko
przystojny, ale okazał się odważny i męski, i w dodatku zamożny. Co prawda Leo wciąż go
przewyższał, ale cała ta afera z Janie popsuła Marilee humor i odebrała radość ewentualnego
zwycięstwa. Jeśli Janie zjawi się teraz i zobaczy ich razem, z pewnością wszystko się wyda. I
co wtedy?
- Co się stało? - spytał Leo, widząc jej coraz bardziej skwaszoną minę.
- Janie nigdy mi nie wybaczy, jeśli zobaczy nas razem. - nieoczekiwanie wyznała
Marilee szczerze.
- Nie jestem niczyją własnością - przerwał jej Leo. - A Janie przyda się nauczka.
Marilee nie zdążyła odpowiedzieć, bo właśnie w tym momencie na salę wkroczyła
Janie wsparta na ramieniu Harleya, prezentującego się dziś wyjątkowo elegancko w czarnym
smokingu i śnieżnobiałej koszuli z muszką. Janie zdjęła czarny, aksamitny płaszczyk i podała
Harleyowi, by zaniósł go do szatni. Miała na sobie przepiękną kremową suknię spływającą
miękko do kostek. Jej odkryte ramiona i dekolt przyciągały spojrzenia mężczyzn nieska-
zitelną barwą i gładkością. Rozpuszczone włosy niby migocąca kurtyna spływały złotą falą po
plecach dziewczyny, a dyskretny makijaż delikatnie podkreślał naturalne, subtelne piękno jej
twarzy. Janie wyglądała wspaniale. Gdy Harley wrócił z szatni, oboje podeszli do państwa
Ballengerów, aby się przywitać.
Leo zapomniał już, jak piękna jest Janie, kiedy podkreśli swoją urodę. Ostatnio
widywał ją wyłącznie utytłaną w błocie albo w mące. Jednak dziś wyglądała nieziemsko. Leo
głośno przełknął ślinę. Nagle stanęła mu przed oczami scena w kuchni, kiedy trzymał Janie w
ramionach, a ona z taką niewinnością i zapałem oddawała jego pocałunki. Jednocześnie
wydało mu się niestosowne, że Janie tak otwarcie wspiera się na ramieniu Harleya. Jakby był
świadkiem czegoś intymnego między nimi, co, nie wiedzieć czemu, bardzo go drażniło.
Leo pociągnął kilka kolejnych łyków whisky, chwycił Marilee za łokieć i ruszył z nią
w stronę Janie i Harleya, wyraźnie rozeźlony.
- Nie zmierzam się ukrywać! - syknął.
Gdy Janie ich zauważyła, pobladła. Przez chwilę patrzyła na Leo z urazą, zaś na
Marilee z rosnącym zdumieniem. W końcu zrozumiała, o kim mówił Leo w sklepie. Damą,
której obiecał dotrzymać towarzystwa na balu, była właśnie Marilee. Nagle wszystko stało się
jasne. A zatem to jednak Marilee rozsiewała plotki i rozpowiadała oszczercze kłamstwa! Janie
PDF stworzony przez wersję demonstracyjną pdfFactory www.pdffactory.pl/
dumnie uniosła brodę, a jej roziskrzone oczy pociemniały i spojrzały zimno na obłudną
przyjaciółkę.
- Cześć, Janie - wyjąkała Marilee. - Miało cię nie być - powiedziała niepewnie.
- To prawda. Nie miałam z kim przyjść - odważnie odparła Janie, starając się, by jej
głos nie zdradził dławiącego bólu. - Na szczęście okazało się, że Harley jest w tej samej
sytuacji, więc postanowiliśmy ratować się nawzajem. - Spojrzała na Harleya z prawdziwą
sympatią. - Nie tańczyłam od lat!
- Za to dzisiaj wytańczysz się za wszystkie czasy, kochanie. Obiecuję! - zaśmiał się
Harley nieco głośniej, niż zamierzał. Popatrzył na Marilee z nieskrywaną pogardą, po czym
już ani razu nie zaszczycił jej swym spojrzeniem. Marilee spłonęła. - Frekwencja dopisała -
zwrócił się Harley do Leo.
- Owszem - potwierdził Leo bez uśmiechu. - Chociaż nigdzie nie widzę twojego szefa.
- Jego dziecko zachorowało i Cyd nie chciał zostawiać żony samej. - Harley spojrzał z
uśmiechem na Janie i lekko ścisnął jej ramię. - Gdy patrzę na nich, nabieram ochoty na
małżeństwo.
- Na zewnątrz wszystko wygląda ładnie - odparł z wrogością w głosie Leo, wpijając
zimny wzrok w twarz Harleya.
- Chodźmy zatańczyć, Janie - uciął dyskusję Harley. - Może zagrają walca? Ciekaw
jestem, czy wyjdzie mi krok, którego uczyłem się ostatnio.
- Wybaczcie - Janie zwróciła się do Leo i Marilee, a jej oczy były zimne jak lód.
- Janie - jęknęła Marilee. - Pozwól, że ci wyjaśnię. Ale Janie nie zamierzała słuchać,
obłudnych tłumaczeń. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • typografia.opx.pl