[ Pobierz całość w formacie PDF ]

skoro ma tu zostać...
RS
85
- Naprawdę? - rzekł tonem, w którym pobrzmiewała nutka
sceptycyzmu.
- Tak, oczywiście. Wybacz, ale naprawdę muszę już kończyć
- powiedziała i odwiesiła słuchawkę.
- Nie jesteś dzisiaj zbyt rozmowna - stwierdził Rahman, gdy
siedzieli razem przy obiedzie. Oboje zajadali się wyśmienitym
gulaszem. - Nie chciałabyś zdradzić mi swoich myśli? - spytał
po chwili, marszcząc brwi.
Praca, którą wykonał tego popołudnia, przyniosła mu tyle
zadowolenia, że rozpierała go duma. Odczuwał szczęście i
nieprawdopodobny wprost głód. Zdawało mu się, że nigdy
jeszcze nie jadł niczego tak pysznego, jak herbatniki, które
gospodyni dopiero przed chwilą wyjęła z piekarnika. Nieomal
rozpływały się w ustach. Wszystkie zmysły miał niezwykle
wyostrzone i napięte. Za każdym razem, gdy spoglądał na
siedzącą po drugiej stronie stołu Amandę, z rozkoszy
wstrzymywał oddech. Była tak piękna, że od samego patrzenia
na nią bolało go serce, a ból ten nie miał nic wspólnego z
odniesionymi obrażeniami. Wiele ich łączyło, lecz ona pewnie
zaprzeczyłaby takiemu stwierdzeniu. Choć chciał wyzdrowieć,
by móc powrócić do normalnego życia, nie wiedział, jak sobie
bez niej da radę.
Ich pocałunek sprawił, że Rahman zapragnął czegoś więcej.
Chciał zobaczyć, co się stanie, gdy posunie się o krok dalej.
Pragnął się z nią kochać, czuć na swoim ciele dotyk jej
gładkiej skóry, czuć, jak jej nogi owijają się wokół jego bioder,
słyszeć, jak w chwili uniesienia wykrzykuje jego imię, dzielić z
nią najgłębsze i najintensywniejsze doznania, jakie dostępne są
kochankom. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że Amanda
mogłaby się posunąć tak daleko, a w każdym razie nie teraz,
kiedy był jej pacjentem. Ale kto wie, co będzie pózniej?
Przypatrywał się jej twarzy, napawał się widokiem lśniących
włosów ocieniających policzki miękkimi lokami, potem spojrzał
na pełne usta, przypominając sobie słodycz pocałunków.
RS
86
- Mam zdradzić ci swoje myśli? Lepiej nie - powiedziała
Amanda.
- Dzwoniłaś do tego lekarza? - spytał. Wzdrygnęła się, a
Rahman poczuł, że narasta w nim gniew na człowieka, którego
nie znał i nawet nie zamierzał poznać. Na pewno usłyszała od
niego coś, co sprawiło jej przykrość. %7łałował, że w ogóle
przekazał jej wiadomość.
- Co on ci powiedział? Obraził cię? - zapytał, zaciskając
dłonie w pięści.
- Poprosił mnie, żebym wróciła, a ja odmówiłam -
powiedziała. - Chciał, bym poczuła się winna, że opuściłam
pacjentów, którzy mnie potrzebują.
- Powiedziałaś mu, że bez ciebie nigdy bym nie doszedł do
siebie?
- Wyzdrowiałbyś i beze mnie. Wystarczyłaby twoja silna
wola i chęć powrotu do pełni sił. Ja nie mam z tym nic
wspólnego, nie mogę sobie przypisywać żadnych zasług.
Omal nie wykrzyczał jej prawdy prosto w twarz. Przecież
chciał wyzdrowieć tylko po to, by móc pokazać jej się z innej
strony! Pragnął, by zobaczyła w nim odpowiedzialnego
człowieka, mężczyznę, którego mogłaby w pełni zaakceptować.
Przyglądał się jej ukradkiem. Nie wiedział, co ją trapi, ale
czuł, że to coś poważnego. Dziś zamierzał podzielić się z nią
swoją radością. Tymczasem Amanda najwyrazniej nie była w
nastroju. Nie wyglądała na nieszczęśliwą, lecz tylko głęboko
zadumaną. Jak zwykle trudno mu było ją rozgryzć.
- Wspaniałe herbatniki - rzucił, gdy nic innego nie
przychodziło mu do głowy. - Sama je upiekłaś?
- Pomagałam je robić. Gotowanie to wspaniała terapia, serio.
- Zdenerwował cię, prawda? Na pewno, w przeciwnym razie
nie potrzebowałabyś terapii. Jak on śmie cię obwiniać, jak śmie
kazać ci wracać po tym, co ci zrobił? Chyba nie zamierza tu
przyjeżdżać, żeby nadal cię przekonywać? Bo gdyby się tutaj
RS
87
zjawił, straciłbym nad sobą panowanie. Gdyby teraz stanął w
progu, przyłożyłbym mu pięścią prosto w twarz!
- Przy twoim stanie zdrowia bardziej by to zaszkodziło tobie
niż jemu.
- Nawet w takim stanie potrafiłbym stanąć na wysokości
zadania, uwierz mi.
Uśmiechnęła się niechętnie i odrzekła, że dobrze rozumie, o
co mu chodzi. Jednak ku jego rozczarowaniu była to jedyna
reakcja na jego buńczuczne oświadczenie. Zwyczajnie zmieniła
temat. Zapytała, czym się dzisiaj zajmował, a on z
przyjemnością opowiedział jej o swojej pracy. Nie wiedział, czy
naprawdę ją to interesuje, ale w tej chwili nie to było
najważniejsze. Przynajmniej przestali rozmawiać o mężczyznie,
który tak bardzo ją skrzywdził, a to już dobry znak. , Nadszedł
kolejny weekend. Amanda spakowała walizkę. Tym razem
siostra Willis nie mogła przyjść, a jej zastępczyni nie
interesowała się ani futbolem, ani golfem, ani inną dziedziną
sportu. Robiła, co do niej należało, potem znikała w służbowym
pokoju. Dwa dni wlokły się niemiłosiernie. Rahman próbował
zająć się pracą, lecz mógł myśleć tylko o Amandzie.
Zastanawiał się, co w danej chwili robi, wyobrażał sobie, jak
tańczy z mężczyznami, którzy są silni, zdrowi, mają jasno
określone cele w życiu, a w dodatku są doskonałymi tancerzami.
Wciąż na nowo rozpamiętywał pocałunki, które udało mu się
skraść Amandzie. Ogarnęła go tak silna tęsknota, jakiej nigdy
nie doznał.
W niedzielne popołudnie odliczał minuty, które pozostały do
przyjścia Amandy. Lecz zamiast odgłosu otwieranych drzwi,
usłyszał dzwonek telefonu. Dzwoniła Nicole, jego przyjaciółka
z San Francisco. Cały dzień spędziła na nartach, a teraz
zamierzała złożyć wizytę Rahmanowi. Wytłumaczył jej, jak
dojechać, po czym oznajmił, że nie może zaprosić jej na obiad,
gdyż gosposią ma wolne. Zareagowała śmiechem i
oświadczeniem, że to drobiazg, obiecała też przywiezć piwo.
RS
88
Powinien był jej wytłumaczyć, że podczas przyjmowania leków
nie wolno pić alkoholu, jednak ugryzł się w język. Nicole
wkrótce przekona się na własne oczy, w jak opłakanym stanie
jest Rahman. Pewno zapamiętała go jako tryskającego energią,
nieco nieobliczalnego i szalonego lekkoducha. Najpierw on sam
musiał oswoić się z myślą, że tamte czasy to już być może
zamknięta księga.
Utykając, podszedł do drzwi. Uśmiech na twarzy Nicole
powoli zamierał. Naprawdę nie zdawała sobie sprawy, jak
poważne obrażenia odniósł Rahman. Może sądziła, że już w
pełni powrócił do sił? Widział, jak przygląda się bliznie na jego
czole. Zauważyła, że bardzo schudł, a chodzenie sprawia mu
trudność.
- Jak się miewasz, Rahman? - spytała, siadając na brzegu
kanapy w dużym pokoju.
Omal nie zapadła się pod ziemię za to pytanie. Rahman
usadowił się na krześle, zaciskając zęby, gdy ostry ból przeszył
mu biodro. Niedawno próbował zrezygnować z leków
przeciwbólowych i mężnie znosić cierpienie, ale nie był to
chyba najlepszy pomysł. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • typografia.opx.pl