[ Pobierz całość w formacie PDF ]

zachować spokój mimo arogancji rozmówcy.
- Bardzo się mylisz - oznajmiła.
- Doprawdy?
- Owszem.
Kim on był, żeby ją oceniać? Gdyby nie on, Jasper w ogóle nie poprosiłby jej o
przyjazd. Nie mogła wyjaśnić prawdy Kitowi, nie zdradzając przy tym sekretu Jaspera,
ale nie zamierzała dłużej wysłuchiwać inwektyw.
- Wiem, że masz o mnie wyjątkowo niskie mniemanie i mogę zrozumieć, dlaczego
- powiedziała. - Chcę jednak, żebyś wiedział, że nie jest tak jak myślisz. Nigdy nie
skrzywdziłabym Jaspera ani nie bawiłabym się jego uczuciami. Na całym świecie nie ma
drugiego człowieka, na którym zależałoby mi tak bardzo jak na nim.
R
L
T
Kit wszedł po schodach na korytarz, który wydał się Sophie znajomy, i zatrzymał
się przed drzwiami na jego końcu.
- Okazujesz to w raczej dziwny sposób - powiedział cicho. - Sypiając z innym.
Otworzył drzwi i cofnął się, aby ją przepuścić, lecz Sophie nawet nie drgnęła.
- To nie tak - powtórzyła. - Nie znasz całej tej historii.
- Nie muszę. - Pokręcił głową.
Nie miał nic do dodania. Tysiące razy widział, jak po urlopie mężczyzni powracali
do bazy i z zaciśniętymi ustami i w milczeniu zrywali z szafek zdjęcia uśmiechniętych
żon czy dziewczyn, które miały wiernie czekać na ich powrót. Za każdym takim przy-
padkiem kryła się jakaś historia, ale koniec końców zdrada pozostawała zdradą.
Sophie z założonymi rękami przeszła do małego pomieszczenia, po czym stanęła
przy łóżku, odwrócona plecami do Kita. Miała zmierzwione włosy, co mu przypomniało,
że właśnie wyszła z łóżka jego brata. W zimnym świetle księżyca lśniły niczym gorące
węgielki na palenisku.
- Czy to powszechna praktyka w wojsku, żeby skazywać podejrzanego bez procesu
i bez znajomości faktów? - zapytała. - Ledwie znasz Jaspera. Robiłeś, co mogłeś, żeby go
ignorować, kiedy dorastał. Teraz też niespecjalnie się starasz, żeby mu to wynagrodzić,
więc proszę, nie pouczaj mnie w kwestii kochania czy niekochania.
- Dość tego - warknął ostro, zanim zdążył ugryzć się w język. Uświadomił sobie,
że zaciska pięści i z wysiłkiem rozprostował palce. - Jeżeli nie potrafisz znalezć drogi do
własnego pokoju, to nie radzę ci próbować rozwikłać zawiłości stosunków łączących
członków tej rodziny. Nie mieszaj się w to, czego nawet nie musisz rozumieć.
- Dlaczego? Bo lada chwila stąd zniknę? - zapytała i podeszła bliżej.
Kit zamarł, gdy poczuł jej zapach: ciepły, korzenny, rozkoszny. Odwrócił się i się-
gnął do klamki.
- Dobranoc - powiedział. - Masz tu chyba wszystko, czego potrzebujesz.
Zamknął za sobą drzwi i stanął za nimi, czekając, aż trochę się uspokoi. Wiedział,
że czeka go trudna rozprawa z tą kobietą, ale był przygotowany na najgorsze. A skoro nie
zamierzała się przyznać, że jej uczucia do Jaspera są równie fałszywe jak ona sama, on
musiał to udowodnić, bratu i całej rodzinie.
R
L
T
ROZDZIAA SZSTY
Sophie miała wrażenie, że dopiero zasnęła, kiedy nagle obudziło ją pukanie do
drzwi. Stanął w nich uśmiechnięty Jasper z talerzykiem tostów w jednej ręce i dwoma
kubkami kawy w drugiej. Gdy zamykał drzwi łokciem, część gorącego napoju rozlała się
na dywan.
- Która godzina? - jęknęła Sophie, opadając na poduszki.
- Prawie dziesiąta. - Jasper postawił kubki na nocnym stoliku i usadowił się na łóż-
ku obok niej. - Kit mówił, że wpadłaś na niego w środku nocy, próbując dotrzeć do swo-
jego pokoju, więc pomyślałem, że nie będę cię wcześniej budził. Spałaś jak zabita.
Sophie nie miała serca mu wyznać, że przez większość nocy nie mogła zasnąć,
częściowo ze względu na zimno, częściowo dlatego, że była wściekła. Na domiar złego,
gdy zapadała w drzemkę, od razu nachodziły ją erotyczne myśli związane z Kitem.
Jasper wziął do ręki kubek i popatrzył na nią znad pary unoszącej się w lodowatym
powietrzu.
- Przepraszam, że musiałaś tak chodzić. Może i dobrze, że wpadłaś na Kita.
- Tak myślisz? - mruknęła ze złością. - Sądziłam, że to duch tej nimfomanki hrabi-
ny. Niestety, nie.
- Chyba ci nie dokuczał, co? - Jasper się wzdrygnął.
- Jego zdaniem to bardzo dziwne, że nie dzielimy pokoju. - Sophie sięgnęła po ka-
wę, przede wszystkim po to, by rozgrzać ręce. - Chyba nie jestem specjalnie prze-
konująca w roli twojej dziewczyny. Problem w tym, że usłyszał w pociągu moją rozmo-
wę z Jeanem-Claude'em i teraz uważa mnie za niewierną szmatę.
- Ojej. - Jasper wypił łyk kawy i zmarszczył brwi. - No cóż, to trochę nie za fajnie,
ale nic się nie martw. Wszystko da się odkręcić na dzisiejszym przyjęciu. Będziesz mo-
delową idealną dziewczyną. Każdy mężczyzna to potwierdzi.
- Mam być nią publicznie? - Sophie wymownie poruszyła brwiami. - Przed twoimi
rodzicami? Kiepski pomysł. Tak się składa, że wiem, jaki typ dziewczyny mężczyzni
uważają za idealny.
R
L
T
- Masz kosmate myśli - ofuknął ją Jasper. - Chodzi o to, że będziesz skromna i od-
dana, będziesz spijać słowa z moich ust... Sama rozumiesz, takie tam. Masz odpowiednie
ciuchy?
- Sukienkę z chińskiego jedwabiu.
- Absolutnie wykluczone. - Jasper stanowczo pokręcił głową i odstawił kubek. -
Jest o wiele za seksowna. Potrzebujemy czegoś mniej dosłownego i bardziej skromnego.
- Czyli ma być nieatrakcyjna? - Sophie zmrużyła oczy. - Chodzi ci o coś konkret-
nego?
Jasper wstał, podszedł do okna, po czym teatralnym gestem odgarnął zasłony.
- Nie coś konkretnego, tylko konkretne miejsce - sprecyzował. - Wstawaj, Kop-
ciuszku. Idziemy na zakupy do Hawksworth. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • typografia.opx.pl