[ Pobierz całość w formacie PDF ]

chłopcem. Obiecałam.
- Wybaczam ci - powiedział - ale to nie mo\e się ju\ nigdy powtórzyć.
Następnego dnia jeszcze przed lekcjami opowiedziałam Burimowi, co się stało. Zerwałam z
nim, bo za bardzo się bałam rodziców. Burim, co prawda, tylko potrząsał głową, ale myślę, \e
mnie zrozumiał.
Wychowawcą mojej klasy był Radhuber, bardzo miły człowiek, dobiegający czterdziestki.
Zawsze nam mówił, \ebyśmy do niego przychodzili, je\eli mamy problemy. Problem miałam,
tylko czy naprawdę powinnam z nim iść do wychowawcy? Wtedy wszystko stanie się
oficjalne, aja nie chciałam zaszkodzić ani matce, ani ojcu. W końcu to moi rodzice.
A z drugiej strony - co będzie, je\eli to się powtórzy?
Jeśli matka znowu mnie brutalnie pobije? Przez całe przedpołudnie prawie nie mogłam się
skupić na lekcjach. Czy powinnam z nim porozmawiać? A mo\e lepiej nie?
Po du\ej przerwie zebrałam się na odwagę i poszłam. Przeszliśmy do biblioteki, \eby nikt nas
nie słyszał. Wychowawca od razu zauwa\ył, \e trudno mi o tym wszystkim mówić.
- Nie martw się - zapewnił mnie - nie podejmę \adnych kroków, je\eli nie będziesz tego
chciała.
Opowiedziałam mu całą moją historię. śe nie wolno mi wychodzić z przyjaciółkami, \e
zawsze muszę prosto ze szkoły wracać do domu; opowiedziałam mu historię z teatrem
szkolnym i z Burimem. Pan Radhuber słuchał cierpliwie, po czym zniknął na chwilę w
pokoju konferencyjnym i wrócił z jakąś ulotką.  Schronisko dla młodzie\y w sy-
065
II
tuacjach kryzysowych" -przeczytałam. Z tymi ludzmi powinnam porozmawiać, na pewno
będą mogli mi pomóc, uwa\ał.
Po wyjściu ze szkoły długo się zastanawiałam, co najpierw zrobić. Czy rzeczywiście
powinnam tam pójść? Nie wiedziałam, co mnie tam czeka, a poza tym czułam, \e to dość
powa\ny krok. No dobrze, matka mnie pobiła, i to tak mocno, \e miałam pękniętą wargę. Ale
z drugiej strony, to przecie\ moja matka. Była Pakistanką i prawie nie mówiła po niemiecku.
Co będzie, je\eli pracownicy schroniska narobią jej kłopotów? A co będzie wtedy ze mną?
Nie chciałam wielkiej kłótni z rodzicami.
Z drugiej strony w pełni zdawałam sobie wtedy sprawę, \e jestem w sytuacji bez wyjścia. Nie
byłam taka, jak moi rodzice, to pewne. I nie chciałam prowadzić takiego \ycia, jakie oni dla
mnie zaplanowali - a ju\ na pewno nie chciałam wyjść za mą\ za kogoś, kogo oni dla mnie
wybrali. Nie ulegało wątpliwości, \e moje problemy się nie skończą i \e kiedyś dojdzie do
wielkiej konfrontacji między mną a rodzicami. Ja czułam się Austriaczką. Natomiast ich
wyobra\enia o moralności pochodziły jeszcze ze średniowiecza - w ka\dym razie tak to
odczuwałam. Choćbym ju\ nie pisała pamiętnika i nie całowała się z \adnym chłopakiem, i
tak nigdy nie będę taka, jak oni sobie wyobra\ają.
Pojechałam do schroniska. Poradnia mieściła się w du\ym \ółtym domu. Wszystko wyglądało
jasno i przyjaznie. W korytarzach wisiały zdjęcia, a wszyscy ludzie, których spotkałam w
hallu, wydawali się bardzo mili. Rozmawiałam z jednym z pracowników socjalnych, który mi
wyjaśnił, jak w schronisku mogą mi pomóc. Na przykład porozmawiać z moimi rodzicami,
ochronić mnie przed nimi, a jeśli zechcę, mogę się tu wprowadzić.
II
W tamtym momencie nawet o tym nie myślałam, ale byłam zadowolona, \e teraz
przynajmniej wiem, dokąd mogę pójść, gdyby to było konieczne.
Potem pojechałam do domu. Matka, która jeszcze wczoraj zachowywała się jak furia, prawie
nie zwracała na mnie uwagi - mimo \e przyszłam do domu prawie dwie godziny pózniej.
Trochę mnie to zdziwiło, ale jednocześnie sprawiło ulgę. Mo\e \ałowała tego, co zdarzyło się
wczoraj, mo\e teraz wszystko będzie lepiej.
Nic nie było lepiej, w ogóle nic. Matka wytrzymała równo tydzień, a potem wszystko wróciło
do normy, a nawet było jeszcze gorzej. Teraz nie pozwalała mi ju\ na nic - nie mogłam
spotykać się z kole\ankami ani chodzić do kina, nawet na seanse popołudniowe. Tak jak
dawniej, nawet nie mogłam marzyć o prywatkach, dyskotekach czy koncertach.
Obrywałam od matki z byle powodu, na przykład za obcisłe d\insy. Albo gdy wło\yłam T-
shirt, pod którym mo\na było się choćby domyślić moich piersi. Albo gdy zobaczyła choćby
cień makija\u na mojej twarzy, gdy wracałam do domu.
Zabroniła mi wręcz zadawania się z kilkoma dziewczynami z mojej klasy - Austriaczkami,
które jej zdaniem nosiły się zbyt swobodnie, a więc w jej oczach były  dziwkami". I ka\dego
popołudnia, gdy wracałam do domu, stała w oknie w kuchni i patrzyła, z kim wysiadam z
tramwaju. Jeśli z jakimś chłopakiem, od razu obrywałam lanie.
Czasem wystarczało, \eby pakistańscy przyj aciele moich rodziców coś powiedzieli. Na
przykład, \e przypadkiem .> mnie widzieli po szkole z kolegami z klasy w mieście - i od *-,
razu wybuchała wielka awantura. A jeśli ci koledzy byli w dodatku płci męskiej, znów
dostawałam lanie.
II
68
Trwało to prawie rok. śyłam jak w więzieniu -w samym środku Linzu. Moich braci mało to
obchodziło. Obydwaj, jeden dwa, a drugi cztery lata młodszy ode mnie, mieli dokładnie tyle
swobody, ile ja chciałam mieć. Po szkole mogli robić, co chcą. Chodzili na prywatki i mecze
piłki no\nej, a czasem mogli nawet nocować u przyjaciół, co w moim wypadku było w ogóle
nie do pomyślenia. Tylko Aiśa trzymała moją stronę - ale miała dziesięć lat, była więc o wiele
za mała, \eby cokolwiek zrozumieć. Wiedziała tylko tyle, \e często jestem smutna i nocami
ciągle płaczę.
Ojciec zachowywał się trochę bardziej przyjaznie ni\ matka, ale mimo najlepszej woli nie
mo\na byłoby go nazwać liberalnym. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • typografia.opx.pl